Góralskie poruseństwa
19.02.2010
W 1846 roku mieszkańcy Chochołowa, Cichego, Dzianisza i Witowa powstali zbrojnie przeciwko austriackiemu zaborcy. Zryw przygotował miejscowy nauczyciel i organista Jan Kanty Andrusikiewicz. Pomagali mu miejscowi księża.
Poruseństwo miało być częścią ogólnopolskiego powstania, które jednak nie doszło do skutku. Zaborcy uprzedzili spiskowców i plany spełzły na niczym. Wiadomość o odwołaniu powstania jednak nie dotarła pod Tatry.
Buntowi przeciw ówczesnej władzy sprzyjał również spór górali o grunty z ziemianinem Kajetanem Borowskim. Wykorzystywał on do swoich porachunków z miejscową ludnością władze austriacką, co dodatkowo denerwowało górali.
Insurekcja pod Tatrami rozpoczęła się atakiem na austriacki posterunek straży granicznej w Chochołowie. Działo się to wieczorem 21 lutego.
Akcja wyglądała jak z filmu. Żołnierze austriaccy szybko zostają obezwładnieni i unieszkodliwieni. Powstanie staje się faktem.
Walka była dobrze zaplanowana. Po opanowaniu Chochołowa powstańcy udają się do pobliskiej Suchej Hory, gdzie znajduje się komora celna. Jej zdobycie jest kluczowym elementem planu. Dzięki temu uda się zdobyć pieniądze na potrzeby dalszych działań zbrojnych. Komora celna zostaje opanowana bez trudu.
Powstanie zaczyna się rozprzestrzeniać wśród górali. Do oddziału przystępuje nawet jeden ze strażników. Następnego dnia z okolicznych wsi do powstańców z chęcią do walki zgłaszają się ochotnicy. 22 lutego jest już ich ponad pięciuset. Pochodzą z Dzianisza, Witowa, Chochołowa i Cichego. Duch w oddziale rośnie.
Jednak zaborca nie śpi. Około północy z 22 na 23 lutego nieoczekiwanie dochodzi do kontrataku strażników celnych z Nowego Targu pod dowództwem Romualda Fiutkowskiego. Towarzyszą im omamieni przez Austriaków górale z Czarnego Dunajca. Rozgorzała potyczka, w której rany odnoszą przywódcy powstania - ksiądz Kmietowicz oraz Andrusikiewicz.
Tak oto przedstawił te wydarzenia Józef Kapeniak w powieści „Ród Gąsieniców": - Kto idzie? - wołano w ciemnościach. - To swoi - krzyknął Gąsienica rozpoznając po charakterystycznym kuśtykaniu Jana Tyrałę z Czarnego Dunajca. Ale nim głos Gąsienicy przebrzmiał, ktoś z nadchodzącej grupy wypalił. Ksiądz Kmietowicz wysunął się na czoło. - Górale! Na rany Chrystusa! Do nas strzelacie?
W ciemnościach zabrzmiał głos Kulczyckiego, sędziego policyjnego barona Borowskiego - Rabować was chcieli, Czarny Dunajec spalić! W nich! Pal!"
Mimo zaciętej walko górali powstanie zostało jednak szybko stłumione. Walka do samego końca pozbawiona była sensu w obliczu zbliżających się na Podhale posiłków wojsk austriackich.
Powstańcy i ich przywódcy zostali pojmani i skazani na wieloletnie kary ciężkiego więzienia. Za kratami przebywali do 1848 roku, kiedy to na skutek europejskiej Wiosny Ludów zostali uwolnieni.
Powstanie stało się chlubą dla miejscowej ludności. Obecnie można zwiedzać w Chochołowie Muzeum Powstania. Umiejscowione w charakterystycznej dla tej miejscowości drewnianej chacie upamiętnia tamte wydarzenia. Zostało ono otwarte w 1978 roku. Ekspozycja obejmuje plansze pokazujące rys historyczny tego ważnego dla górali wydarzenia, dokumenty, podobizny bohaterów oraz broń powstańczą.
W samym Chochołowie można się również natknąć na pamiątki po „poruseństwie". Przed kościołem naprzeciwko muzeum znajduje się obelisk postawiony dla uczczenia walki. Przy wyjeździe ze wsi w stronę Czarnego Dunajca stoi figura św. Jana Nepomucena. Ustawiona jest tyłem do tej miejscowości. Podobno właśnie dlatego, że jej mieszkańcy przyczynili się do stłumienia góralskiej rebelii.
Łukasz Razowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/02/19

