Pięcioosobowa rodzina straciła dach nad głową
23.02.2010
11 sztuk bydła i straty sięgające 400 tysięcy złotych - to efekt pożaru budynku gospodarczego i mieszkalnego w miejscowości Ciche Dolne w gminie Czarny Dunajec, do jakiego doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek. Dach nad głową straciła pięcioosobowa rodzina.
- Wszystkie budynki należy odbudować. Nic nie nadaje się do użytku - mówili jeszcze w trakcie akcji ratowniczej właściciele.
Gdyby nie czujny sen właścicielki domu, pewnie i ona straciłaby życie w płomieniach. Tej nocy była w domu sama.
- To było gdzieś koło godziny trzeciej. Mama opowiadała, że zbudził ją ogromny szum. Wyszła na pole, żeby zobaczyć co się dzieje. Początkowo myślała, że to wiatr - opowiada ze łzami w oczach Zofia Rafacz, synowa kobiety. - Ledwo zdążyła zabrać buty. W ogniu był już cały budynek stajni i przerzucał się na dom.
- Matka jest w szoku i jeszcze nie widziała tego wszystkiego - mówi z kolei córka, Anna Trybuła.
Na szczęście tej nocy nie spały tutaj dzieci, ale spłonęły ich książki, tornistry, przybory oraz ubrania.
Czerwony kur, który w nocy z niedzieli na poniedziałek pochłonął dorobek rodziny w Cichem, szalał w zabudowaniach oddalonych dosłownie kilka metrów od remizy Ochotniczej Straży Pożarnej.
- Już po naszym przyjeździe na miejsce ogniem zajęte były całe zabudowania - mówi kpt Piotr Krygowski z Komendy Powiatowej Straży Pożarnej w Nowym Targu. - W akcji brało udział 20 samochodów w tym 16 z ochotniczych jednostek straży pożarnej. Łącznie 90 ludzi.
- W trakcie akcji pojawiły się problemy z wodą - przypomina Krygowski. - Musieliśmy ją dowozić z dwóch punktów. Jeden był oddalony o 200 metrów. Drugi o ponad kilometr, od miejsca pożaru.
Do późnych godzin popołudniowych strażacy wydobywali wczoraj ze stodół spalone siano, aby nie doszło do ponownego pożaru.
Według relacji strażaków spaliło się 11 krów, zaś 9 sztuk uratowano. Ogień, z którym strażacy walczyli przez 10 godzin strawił 10 ton siana, sprzęt rolniczy oraz wyposażenie domu. Uratowano jedynie 3 ciągniki, piecyk elektryczny i telewizor.
Z pomoc pogorzelcom pospieszyli sąsiedzi i gmina.
- Dzisiaj na miejscu zdarzenia był nasz pracownik z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej - mówi Michał Jarończyk, sekretarz Urzędu Gminy w Czarnym Dunajcu. - Na pewno wójt podejmie decyzję o konkretnej pomocy finansowej dla poszkodowanej rodziny. Na razie urząd sfinansował zakup gorących napojów i posiłków dla wszystkich strażaków oraz sąsiadów, którzy pomagali w prowadzeniu akcji ratowniczej.
Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa sfinansuje z kolei utylizację padłych w pożarze zwierząt.
Józef Słowik
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/02/23

