Zakopane — portal z-ne.pl

Mało profesjonalna ochrona sprowokowała chuliganów?

04.03.2010

Poparzone twarze i oczy sześciu kibiców, zraniony policjant i kilku zatrzymanych pseudokibiców - tak zakończył się wtorkowy wieczorny mecz drużyny Wojas Podhale z hokeistami GKS Tychy. Już po meczu przed nowotarską halą lodową doszło do zamieszek ok. 150-osobowej grupy pseudokibiców i policji. Według wielu świadków całe zajście zostało sprowokowane przez ochroniarzy.

Dosłownie dwie minuty przed zakończeniem spotkania dwaj ochroniarze próbowali wyprowadzić z hali kilkunastoletniego chłopca, który - według nich - był agresywny wobec zaledwie pięcioosobowej grupy sympatyków tyszan, którzy przyjechali do Nowego Targu.

- Już jak dochodzili do wyjścia z lodowiska z tym chłopcem, dobiegło kolejnych dwóch ochroniarzy i wszyscy zaczęli go mocno ściskać -opowiada Urszula Pawlikowska, która była z mężem na meczu. - Chłopiec darł się wniebogłosy. Ale trudno się dziwić, gdy tylu dorosłych facetów zaczęło go szturchać. Mój mąż wraz z innymi mężczyznami stanął w jego obronie. Poprosił ochroniarzy, żeby dali mu spokój. Przecież chłopak zachowywał się tak, jak to na meczu bywa.

W tym momencie jeden z ochroniarzy prysnął prosto w twarz gazem pieprzowym Piotrowi Pawlikowskiemu i całej grupie kibiców, która była już przy wyjściu. - Była między nami nawet kobieta z dwuletnim dzieckiem, matka oraz babcia jednego z hokeistów. Nikt z nas nie był pod wpływem alkoholu - mówi Pawlikowska.

Jak zapewnia pani Urszula, nie było mowy o żadnych aktach agresji z ich strony. Niestety, gdy o wiele większa grupa młodych sympatyków szarotek usłyszała, że ochroniarze potraktowali kogoś gazem, natychmiast po wyjściu z hali postanowili zrobić zadymę.

- Wśród tej 150-osobowej grupy kibiców, która opuściła halę, wiele osób zachowywało się bardzo agresywnie - mówi nadkomisarz Marek Karkula z nowotarskiej policji. - Nie mogliśmy dopuścić, żeby te zamieszki rozprzestrzeniły się na miasto.

Na 21 policjantów poleciały drągi, kamienie i butelki. Jeden z policjantów w trakcie interwencji doznał lekkich obrażeń ciała. Jeden z najbardziej krewkich pseudokibiców został już zatrzymany. Przez cały wczorajszy dzień policja ustalała nazwiska kolejnych pseudokibiców.

Za naruszenie nietykalności służby porządkowej grozi kara grzywny oraz kara pozbawienia wolności do 2 lat.

Policja zaznacza, że mogła interweniować tylko po pisemnej prośbie organizatorów imprezy.

Józef Słowik

Firma ochroniarska zarzuca policji brak pomocy

Katarzyna Marszałek, rzecznik prasowy firmy Impel, zapewnia, że działania ochroniarzy były zgodne z prawem.

- Ze względu na niekorzystny dla drużyny Wojas Podhale wynik meczu, kibice zachowywali się prowokacyjnie w stosunku do przedstawicieli GKS Tychy. Wywiązał się konflikt, który starali się opanować pracownicy ochrony. W międzyczasie ochrona dwukrotnie wzywała policję w celu opanowania sytuacji kryzysowej. Policja nie podjęła się interwencji, a ataki kilkuset kibiców coraz bardziej się nasilały. Ze względu na brak wsparcia ze strony policji oraz zaistniałe bezpośrednie zagrożenie życia pracowników ochrony i kibiców, została podjęta przez naszą firmę decyzja o użyciu środków przymusu bezpośredniego - dodaje.

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/03/04