Spotkanie z Tadeuszem Karczewskim ps. "Wierzba" - powstańcem warszawskim
06.03.2010
Konspiracja
W 1943 roku, Tadeusz Karczewski pracował w Warszawie w tzw. niemieckiej artylerii przeciwlotniczej, jako robotnik w części warsztatowej, gdzie naprawiano samochody przybyłe z rożnych frontów. Zajmował się sprzątaniem hangarów, z biegiem czasu Niemcy dopuścili go do przeprowadzania drobnych napraw. Ponieważ interesował się motoryzacją , w czasie pracy oglądał różnego rodzaju ciężarówki przywiezione do remontu. Znajdował w nich pojedyncze sztuki amunicji, kilka razy zdarzyła się broń krótka . W tym czasie wstąpił do Armii Krajowej i przyjął pseudonim "Wierzba". Jako człowiek obeznany z motoryzacją został przydzielony do batalionu „Parasol”, gdzie był kierowcą a jego głównym zadaniem było zdobywanie dla AK samochodów, które służyły potem w różnego rodzaju akcjach. Wszystkie wiadomości o wytypowanych do „kupienia” od Niemców samochodach (żołnierze „Parasola” określali tak właśnie akcje na niemieckie samochody) trafiały do Wojciecha Świątkowskiego ps. "Korczak", który typował konkretne pojazdy i zatwierdzał ich przejmowanie. Mechanizm całej akcji był prosty. Podstawiona młoda dziewczyna, wdawała się w rozmowę z niemieckim kierowcą, podając się za amatorkę motoryzacji i wykorzystując chełpiącego się swoim samochodem Niemca, dowiadywała się wszystkiego o jego samochodzie. Następnie wybrany samochód był śledzony i w dogodnej sytuacji przejmowany bez oddania strzału. Nie zawsze jednak wszystko szło tak jak życzyliby sobie tego „kupujący” żołnierze AK. Pewnego razu ich zadaniem było przejąć samochód jakiegoś niemieckiego urzędnika. Akcja przebiegała spokojnie, na miejscu kierowcy usiadł „Wierzba”, do samochodu wsiadło jeszcze dwóch innych z „Parasola”, oraz niemiecki urzędnik i jego mały syn. Odkąd ruszyli Niemiec prosił o wypuszczenie dziecka, gdyż strasznie, wystraszony widokiem ludzi z bronią. Po krótkiej naradzie samochód się zatrzymał i Niemcy zostali na ulicy. Kiedy samochód zaczął ruszać, urzędnik wyciągnął pistolet i zaczął strzelać w ich stronę. Sytuacja stawała się groźna, gdyż akurat w tym czasie przejeżdżał niemiecki motocykl z wózkiem bocznym, którego pasażer otworzył również do nich ogień z pistoletu maszynowego. Na szczęście motocykl nie był wyposażony w karabin maszynowy. Po dość długiej gonitwie "Wierzba'' zgubił motocykl na jednej z ulic, a samochód trafił do naprawy do warsztatu AK w którym naprawiano i przemalowywano właśnie takie samochody.
Akcja „Koppe”
1 lutego 1944 roku dokonano udanego zamachu na SS-Brigadeführera Franza Kutscherę- Dowódcę SS i Policji, bezwzględnego wroga Polaków, odpowiedzialnego za liczne akty ludobójstwa. Jego następca, Obergruppenführer, generał SS Wilhelm Koppe okazał się godnym następcą Kutschery i wkrótce AK rozpoczęła przygotowania do jego likwidacji.
W lipcu1944 z Warszawy do Krakowa dotarli członkowie „Parasola” mający wykończyć Koppego. W akcji miało uczestniczyć około 20 osób. Większość z nich przyjechała pociągiem, broń została przemycona w maszynie do pomiaru gazu, która została wysłana pocztą . „Wierzba” był wtedy kierowcą samochodu ciężarowego marki Chevrolet, jechał z nim „Otwocki” . W okolicach Radomska auto popsuło się, udało się przekupić pobliskiego niemieckiego właściciela warsztatu samochodowego, u którego pracowali Polacy, do naprawy auta. O zmierzchu, po naprawie, „Wierzba” z „Otwockim” wyjechali polnymi drogami w stronę Krakowa. Doszło wtedy do bardzo groźnego zdarzenia, gdyż zatrzymała ich niemiecka żandarmeria. Ponieważ obaj mówili po niemiecku, Niemcy zaprosili ich na nocleg do folwarku, myśląc, że są volksdeutschami. Ich dowódca zaproponował im nawet łóżko w wartowni, lecz gdy okazali dokumenty, z których wynikało, że są Polakami, kazano im spać w aucie. W nocy pilnowały ich spuszczane psy. Nazajutrz, zwrócono im dokumenty i pozwolono odjechać w stronę Krakowa. Mieli jeden dzień spóźnienia. W Krakowie auto pozostawili w okolicach Wawelu (Placu Kossaka).
Koppe jeździł zwykle z obstawą i podkreślał często, że Niemcy w Warszawie jeżdżą punktualnie i tą samą trasą i dlatego są łatwym celem zamachu. Dbając o zwoje życie zmieniał często plan i godziny przejazdów. Po trzech dniach oczekiwania wreszcie wpadł w pułapkę. Zamachowcy podzieleni byli na trzy grupy: jedna miała zlikwidować obstawę, strzały jej miały oznajmić drugiej grupie o rozpoczęciu ataku i była sygnałem do zablokowania drogi. Zadaniem trzeciej grupy było zabezpieczenie i ewakuacja wszystkich z miejsca zamachu. W tej właśnie grupie był Tadeusz Karczewski. Tego dnia Koppe wyjechał bez swojej obstawy, więc grupa, której zadaniem było zlikwidowanie obstawy, nie dała strzału- komunikatu o rozpoczęcia akcji. Koppe zmieniając po raz kolejny swoje obyczaje uratował się przed niechybną śmiercią. Druga grupa, zauważywszy samochód Koppego, rozpoczęła spóźniony ogień. Samochód Koppego jednak przedarł się i zaczął uciekać w kierunku dzisiejszej AGH. Zdesperowani zamachowcy przez chwilę gonili go nawet półciężarówką, strzelając cały czas w tył pojazdu, spodziewając się że właśnie tam znajduje się ofiara. Wszyscy byli pewni że akcja się powiodła, gdyż widzieli, że osoba siedząca na tylnym siedzeniu kilka razy została trafiona. Jak się potem okazało zginął adiutant Koppego, gdyż przed wyjazdem zamienił się miejscami ze swoim szefem. W czasie powrotu do Warszawy zamachowcy z „Parasola” wdali się w walkę z żandarmerią niemiecką we wsi Kąty a następnie wpadli w zasadzkę przygotowaną przez Niemców we wsi Udóż pod Wolbromiem. W jej efekcie dwóch żołnierzy AK zginęło, a trzech zostało rannych i dostali się do niewoli, czterech innych było rannych. Niebawem wszystkich jeńców po przesłuchaniach Niemcy rozstrzelali. Pozostałym członkom grupy udało się ujść z życiem. Trafili do partyzantów działających w tamtym rejonie. Po pewnym czasie, po trzech przedostali się do Warszawy.
Źródło: PTH Nowy Targ

