Jabłonka. Sieciowe markety niech znajdą inną lokalizację
09.03.2010
Jabłonka leży na trasie wiodącej do granicy państwowej w Chyżnem. To idealne miejsce do handlu z uwagi na coraz liczniejszych Słowaków, którzy na zakupy przybywają do Polski. Wykorzystują to ogólnopolskie sieci sklepów. Tym samym stają się poważnym zagrożeniem dla lokalnych sklepikarzy.
- Miejscowi handlarze wystosowali do rady gminy Jabłonka pismo w sprawie interwencji w rozwój dużych punktów handlowych - przyznaje wicewójt Jabłonki Bolesław Wójcik. - Nie chcą oni, by powstawały kolejne takie sklepy.
Właściciele małych sklepów w Jabłonce skarżą się na nierówną konkurencję. Powstanie sklepów sieciowych zabiera im klientów i obniża dochody.
- Nie jest dobrze - mówi nam Anna Szterlak, właścicielka sklepu spożywczego. - Powstaje dużo marketów. Wyraźnie widać, że mamy coraz mniej klientów. Uciekają od nas.
Jak zaznaczają miejscowi handlowcy, trudno im rywalizować z dużymi sieciówkami, w których nierzadko ceny są niższe.
- Z dużymi sklepami nie ma jak konkurować. My nie możemy aż tak zejść z ceną - rozkłada ręce pani Anna.
- Zwykle kupuję w markecie - przyznaje Milan z Trsteny na Słowacji. - Jest w nich większy wybór. Ale zdarza się, że w mniejszych sklepach znajdzie się coś ciekawego.
Władze gminy nie bagatelizują problemu i będą się starały go rozwiązać.
- W czasie najbliższej rady gminy zaprosimy na rozmowy lokalnych sklepikarzy, właścicieli i kierowników sklepów - zapewnia Bolesław Wójcik. - Ta sprawa wymaga społecznej dyskusji.
Odbędzie się ona 26 marca. Handlarze będą mogli w niej uczestniczyć i odnieść się do poruszanych zagadnień.
- Jeśli faktycznie takie rozmowy będą zorganizowane, to na pewno wezmę w nich udział - mówi Anna Szterlak. - Będziemy walczyć o to, by nowe markety u nas nie powstawały. Jest ich za dużo.
Sprawa jest interesująca także dla miejscowych radnych. - Pojawiła się kwestia przedsiębiorców, którzy prowadzą działalność na terenie gminy, a siedzibę mają gdzie indziej - przyznaje wicewójt Jabłonki. - Chodzi o to, że wielu z nich przez to nie zasila budżetu gminy.
Podatki bowiem płacą w miejscach, gdzie jest główna siedziba ich firmy, np. w Krakowie.
Jednak władze miejscowe nic nie mogą zrobić.
- Każdy ma prawo zakładać działalność, gdzie mu się podoba - stwierdza Bolesław Wójcik. - Gmina nie ma tu nic do powiedzenia.
Łukasz Razowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/03/09
