Podhalańscy posłowie o Katyniu i tragedii
13.04.2010
W sobotnich uroczystościach katyńskich wzięła udział dwójka podhalańskich posłów Prawa i Sprawiedliwości - Anna Paluch z Krościenka i Edward Siarka z Raby Wyżnej. Parlamentarzyści do Katynia pojechali pociągiem. To tutaj w trakcie kontroli rosyjskich służb ochrony, podczas wchodzenia na miejsce uroczystości, zaczęły do nich docierać pierwsze niepokojące wieści.
- Zorientowałem, że coś się dzieje w momencie, gdy wpuszczano nas na uroczystość - wspomina Siarka. - Służba bezpieczeństwa przestała nas w pewnym momencie intensywnie kontrolować. Kolejka była gdzieś na 500 osób i nagle jeden z oficerów przybiegł do tych funkcjonariuszy, którzy nas kontrolowali i kazał, aby wszystkich wpuszczono.
Poseł Siarka usłyszał chwilę później od kolegi, że prezydencki samolot uległ awarii.
- Nagle zaczęły dzwonić telefony z Polski, że samolot prezydencki się zapalił - mówi poseł. - Zadzwoniłem więc do ministra Marka Surmacza z Kancelarii Prezydenta, który odpowiada za sprawy bezpieczeństwa, a on mówi, że nic nie wie.
Wszystko wyjaśniło się w ciągu pięciu minut, gdy ambasador Polski w Rosji potwierdził, że samolot prezydenta uległ katastrofie.
Poseł Siarka wspomina, że nad samym Katyniem w momencie katastrofy w ogóle nie było mgły. Ale Katyń oddalony jest jednak od Smoleńska o co najmniej 20 kilometrów.
Posłanka Anna Paluch jest szczególnie mocno poruszona śmiercią prezydenta Kaczyńskiego. Znali się przecież od 1991 roku. Od samego początku należała do Porozumienia Centrum, a Lech Kaczyński był kandydatem z okręgu sądeckiego w pierwszych wolnych wyborach w 1989 r. Zdobył wtedy 16 tysięcy głosów, co jak zaznacza posłanka Paluch, było pięknym wynikiem.
- Przez te pierwsze dwa lata naszej znajomości, podczas gdy był jeszcze posłem w naszym okręgu, pełniłam funkcję jego asystenta - wspomina posłanka Paluch. - On mieszkał wtedy w Sopocie. Pracował na Uniwersytecie Gdańskim. Był posłem i prezesem Najwyższej Izby Kontroli, bo wtedy można było jeszcze łączyć te dwie funkcje. Co najmniej raz w miesiącu w sobotę i w niedzielę, prezydent Lech Kaczyński przyjeżdżał do swojego sądeckiego biura mieszczącego się przy ulicy Pijarskiej i przyjmował tam swoich wyborców. To był wzorzec parlamentarzysty. Organizowałam wtedy spotkania nie tylko na Sądecczyźnie, ale również na całym Podhalu.
Posłanka Paluch była szefową Szkolnego Ośrodka „Orle Gniazdo" w Sromowcach Wyżnych, w czasie, gdy Lech Kaczyński był prezydentem Warszawy. Ośrodek działał w strukturach stołecznego magistratu. Kaczyński był więc częstym gościem także w Krościenku.
Informacja o katastrofie prezydenckiego samolotu zastała posłankę w Katyniu, gdzie uczestniczyła w uroczystościach z okazji 70. rocznicy mordu katyńskiego.
- Stałam pod tablicą generała Stanisława Cięciela, gdzie zapalałam znicz. Widać było jakąś nerwowość. Przyszedł kolega, mówi „nie chcę rozsiewać paniki, ale samolot prezydenta miał jakiś wypadek i coś się paliło". Nie wiadomo było z początku, co się dokładnie stało. Gdy tylko informacja się potwierdziła, wszyscy płakali. To był dla nas ogromny szok. Nikt z nas nie chciał uwierzyć w to co usłyszał - mówi trzęsącym się głosem posłanka PiS z Krościenka.
Józef Słowik
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/04/13

