Zakopane — portal z-ne.pl

W pogoni za VIP-em

16.04.2010

W pogoni za VIP-em

ŁUKASZ RAZOWSKI: Miałem przyjemność spotkać prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w czasie otwarcia VIII Światowych Zimowych Igrzysk Polonijnych. Dla miejscowych dziennikarzy była zaplanowana konferencja prasowa. Pamiętam, że w związku z tym panowało straszne zamieszanie. Dochodziły do nas sprzeczne informacje o czasie i miejscu spotkania z głową państwa. Ostatecznie do konferencji doszło na skoczni.

Kiedy przyszła kolej na pytania, po moich pytaniach Lech Kaczyński zawahał się i początkowo nie odpowiedział. Myślałem, że może powiedziałem coś nie tak. Ale on szukał mnie wzrokiem wśród tłumu dziennikarzy i obsługi. Nie odpowiadał na pytania do wszystkich, ale do tego, kto pytanie zadał. Nie mógł mnie wypatrzyć, bo stałem ściśnięty w kącie. Jak już mnie dostrzegł, z widocznym zakłopotaniem uśmiechnął się. Ale i z radością, bo mógł spokojnie odpowiedzieć na zadane przeze mnie pytania. Tego, co mi odpowiedział, użył potem w przemówieniu na rozpoczęcie igrzysk.

O tym, że Zakopanemu i Polsce przyda się zimowa olimpiada, która przeminie, ale infrastruktura pozostanie. Czy naprowadziłem na to prezydenta, nie wiem.

JÓZEF SŁOWIK: Doświadczenie dwóch spotkań z prezydentem Kaczyńskim pozwoliło mi na pewno zmienić wykreowany w mojej głowie obraz Lecha Kaczyńskiego. Myślę, że po odwiedzinach głowy państwa na obchodach jubileuszowych Związku Podhalan w Nowym Targu nie byłem w tym osamotniony. Prezydent okazał się bowiem ciepłym człowiekiem, który w dodatku - co się rzadko zdarza jak na polityka - jasno i precyzyjnie określił swój wizerunek Polski, a to dla górali było szczególnie ważne.

HALINA KRACZYNSKA: Rozczuliło mnie jedno zdanie Lecha Kaczyńskiego, wtedy jeszcze profesora, prezydenta Warszawy, gdy rozpoczynał kampanię wyborczą w 2005 roku: „Pierwszy raz przyjechałem tu do Zakopanego w 1958 roku. Marzyłem, by chodzić po Tatrach, ale okazało się, że mam lęk przestrzeni...". Pamiętam, jak pomyślałam wtedy: „inteligentny, ale jakiś nieśmiały jak na przyszłego prezydenta. W telewizji wydawał się pyskaty!".

Zmieniła zdanie o Lechu Kaczyńskim jako nieśmiałym polityku, gdy przyjechał do Zakopanego w październiku tego samego roku. Przeszedł wtedy do drugiej tury wyborów. Czekaliśmy bardzo długo na jego przyjazd przed Miejską Galerią Sztuki. Gdy wreszcie przyjechał, chyba był nie w humorze, bo na jakieś niewygodne pytanie zadane przez fotografującego go dziennikarza lokalnego tygodnika, opryskliwie i z takim lekceważeniem odpowiedział „a pan to niech się lepiej zajmie robieniem zdjęć!". Gdy wszyscy zakopiańscy dziennikarze wybuchnęli śmiechem, Kaczyński w ogóle nie zareagował, tylko poszedł dalej... Pomyślałam: no, nieśmiały to on na pewno nie jest! I wtedy zobaczyłam jego żonę, panią, która miała autentyczną dobroć w oczach, niespotykaną na co dzień.

ŁUKASZ BOBEK: zawsze wizyty prezydenta Kaczyńskie wiązały się dla nas z jednym - z całodzienną bieganiną, by zdążyć usłyszeć co mówi, by zdążyć zrobić mu dobre zdjęcie. Pod koniec dnia człowiek miał już dość wizyt prezydentów, premierów i każdego innego VIP-a. Mimo to każdy cieszył się, że wziął udział w wydarzeniu, o którym mówiła cała Polsce.

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/04/16