To właśnie 1 maja najlepiej szła robota
30.04.2010
Do dziś dnia wiele osób w ten dzień wywozi gnojowicę na pola - mówi o Święcie Pracy Jan Karpiel Bułecka, znawca góralszczyzny. Wielu górali do dziś nie uznaje tego święta.
- Pierwszy maja to było fajne święto, bo ani do roboty nie trzeba było iść, ani do kościoła - żartuje teraz Jan Karpiel Bułecka. - Jednak za komuny nie było tak kolorowo. Ci, co robili w firmach państwowych, musieli na pochody chodzić, bo jak nie, to wyrzucali z roboty. Za nieboszczyka Józefa Stalina obchody były pod pistoletem. Jak wspominają starsi górale, w żaden inny dzień w roku nie było takiej chęci i nie szła tak robota w polu, jak właśnie i maja. - Górali pracujących ZOMO w gazikach goniło, dlaczego nie świętują - wspomina Karpiel Bułecka.
- Wtedy zawsze koło domu robiło się porządki. Myśmy zawsze z ojcem coś w kuźni sprzątali. Wtedy ORMO czuwało nad tym, by tego nie robić, albo ZOMO gazikiem jeździło i napominało - wspomina Andrzej Gąsienica Makowski, starosta tatrzański. Wiele osób, w tym młodzież, miała obowiązek uczestniczyć w pochodach. - Ludzie unikali tego. Nasz zespół Klimka Bachledy zawsze z okazji i maja miał wyjazd za granicę, by nie być na pochodach - śmieje się Makowski.
Gdy zaś przychodził 3 maja - Święto Konstytucji i Matki Boskiej Królowej Polski, nikt górali do roboty nie mógł wyciągnąć. To był i jest święty dzień.
Łukasz Bobek
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/04/30

