Luksus USA kusi góralki
07.05.2010
VIP-SPRZĄTACZKI
Czy to zwykłe sprzątaczki? W Ameryce są zbyt ważnymi osobami w domach, aby mówić o nich w ten sposób, dlatego z wszelkimi honorami nazywa się je cleaning ladies, czyli damy dbające o czystość. Co tydzień podjeżdżają lśniącym autem pod drzwi klientów i niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmieniają zabrudzone wnętrze w całkiem przytulny kąt. Na pamiątkę swojej wizyty zostawiają gospodarzom kokardki na papierach toaletowych i artystycznie zawieszone ręczniki. Prawdziwe damy. Aby do nich dołączyć, wystarczy odpowiedzieć na przykładowe ogłoszenie wiszące w polskim markecie: „Szukam pani/dziewczyny do pracy w serwisie od poniedziałku do soboty. Zabieramy spod domu. Wczesne powroty około 5 pm. Regularne wypłaty".
TE LUKSUSOWE ŁAZIENKI
Penetrując domy Amerykanów góralki z serwisu sprzątającego Spotless bacznie obserwują każdą nowinkę w wyposażeniu wnętrza. Trudno nie zwrócić uwagi na piętrowy ołtarzyk z postaciami hinduskich bóstw albo prysznic z minitelewizorem. Wartość ekranów panoramicznych w salonach zapewne przewyższa roczną pensję cleaning lady, dlatego pod żadnym pozorem nie wolno przecierać ich szmatką z niebieskim płynem do szyb. Góralki oprócz sprzątania podziwiają szlachetne meble lub włoskie obrazy z aniołkami z Kaplicy Sykstyńskiej. Na ziemię sprowadza je Iza z Radomia.
- Choćby nie wiem jakie piękne były i tak trzeba je sprzątać - mawia ze złością o amerykańskim przepychu. Jej koleżanki zastosowały kilka elementów wystroju wnętrz we własnych domach.
- Podpatrzyłam w kuchni wyciągane krany, ale chciałabym też mieć granitowe blaty - mówi Anka z Gubałówki, która pracując w Ameryce, urządzała równocześnie swój nowy dom w Cichem.
W Chicago można spotkać jedynie dwie chałupy o typowej zakopiańskiej architekturze, za to styl małych jednorodzinnych domów przywędrował już na Podhale. - Coraz częściej je widzę na przykład przy drodze do Rabki. Kiedy tamtędy przejeżdżam, przypomina mi się Ameryka - zauważa Anka.
Inna cleaning lady, z racji że najczęściej sprzątała łazienki, zazdrości Amerykanom pozłacanych baterii, showerów z biczami wodnymi, które nieraz omyłkowo wypróbowała na sobie oraz przestronnych przebieralni.
- Widziały mi się też siłownia i bilard w suterenie. Mogłabym tam jeszcze z chęcią posprzątać - wspomina Anka z Leśnicy. Wrażenie zrobiło na niej prywatne kino ze skórzanymi fotelami, o maszynce do robienia popcornu nie wspominając.
UWAGA, ZŁY PIES!
Domek z wściekłym psem najskuteczniej budził góralki ze snu o pięknym zamku i przestronnych łazienkach. Choć jego stróż nie miał piany na pysku, budził trwogę z każdą wizytą góralek. Tradycyjnie drapał drzwi na dźwięk dzwonka ekipy sprzątającej, szczekał przez dwie godziny sprzątania i warczał na sam widok ruszania jego zabawek. Przebywanie w tym domu groziło nie tylko uszkodzeniem słuchu. Raz dziewczyny musiały uciekać przed rozszczekanym potworem, bo mały chłopczyk, mieszkaniec domu, postanowił zabrać swego pupila z kojca do ogrodu. Góralki czmychnęły na sygnał Izy „Do pralni!"
Nawet sympatyczne pupile potrafią nieźle uprzykrzyć życie góralkom w Ameryce. Niejedna z nich marzyła o zemście, gdy po umytych płytkach i wyszorowanych fugach przeleciał nagle kudłaty piesek, zostawiając kłaki sierści za sobą albo co gorsza śmierdzącą pamiątkę.
- Na jednym domku pieski załatwiły się na białym dywanie i rozniosły te odchody wszędzie po pokojach, kiedy my akurat skończyłyśmy sprzątać - wspomina Anka z Gubałówki. Pomimo lekcji u prywatnego tresera figlarne szczeniaki nigdy nie opanowały sztuki załatwiania się na specjalnych serwetkach. Jeden z nich, Bella, obsikał Grace z Cichego, która jako jedyna bawiła się z nimi na powitanie. Do kompetencji cleaning lady nie należy sprzątanie po psach, ale zdarza się, że wyszykowane panie domu proszą o zmianę obsikanych podkładek w alkowach swoich piesków.
Raz góralka dostała w liściku polecenie od klientów, aby zamknąć drzwi i nie dopuścić do ucieczki tajemniczego zwierzaka o imieniu Denver. Biedna dziewczyna przez trzy godziny trwogi zastanawiała się, co to za zwierz i z którego kąta ją napadnie. Na szczęście nie udało się jej spotkać tego tajemniczego mieszkańca. Nie wiadomo co to było.
Znana jest też historia małego chihuahua wessanego przez rurę odkurzacza.
INSEKTY ATAKUJĄ
Wydaje się, że sprzątaczka nie może bać się pająków i innej maści robali. Góralki muszą zmiatać każdą pajęczynę i jej mieszkańca, aby nie dostać później complaina, czyli skargi od klientów. Dzięki częstym widokom pająków można się z nich łatwo wyleczyć. W serwisie była jednak pracownica, która do pająków nigdy nie przywykła. - Myłam podłogę pod schodami, chciałam głębiej sięgnąć szmatą i wyleciał do mnie taki wielki pająk - pokazuje Anka z Leśnicy. Jej koleżanki z pracy do dziś pamiętają jak przestraszona uciekła z domku na zewnątrz.
Elżbieta Wadowska
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/05/07

