Nie opłaciło się pchać z oscypkiem do Unii
13.05.2010
Jak się okazuje w tym sezonie żaden baca z Podhala nie wystąpił o pozwolenie na produkcję unijnego oscypka. Co to oznacza? Nielegalne, podrabiane góralskie serki zalewają Krupówki, targowisko pod Gubałówką, bacówki w Tatrach. Jak wyjaśnia dyrektor Janczy, aby uzyskać roczny certyfikat na produkcję oscypka, baca najpierw musi wystąpić o numer weterynaryjny. Powiatowy inspektorat weterynarii sprawdza aktualne badania, m.in. bacy, juhasów, wody, zwierząt i odbiera bacówkę.
- Dotychczas numer weterynaryjny odebrało 28 baców z powiatów tatrzańskiego i nowotarskiego - informują w Powiatowym Inspektoracie Weterynarii w Nowym Targu.
Jednak sam numer nie pozwala bacy na produkcję prawdziwego oscypka. Musi on jeszcze wpisać się na listę w Związku Hodowców, który kieruje wnioski do Inspekcji Jakości Artykułów Rolno-Spożywczych.
Potem kontrolerzy przyjeżdżają na bacówkę, pobierają próbki i w laboratorium sprawdzają, czy oscypek jest produkowany zgodnie z unijną recepturą.
- W tym roku jeszcze żaden baca się do nas się nie zgłosił, aby go wpisać na listę - zaznacza Janczy.
Z takim zamiarem nosi się tylko dwóch, ale ich dotychczasowe zezwolenia na produkcję serów są ważne do lipca tego roku.
Zezwolenie do lipca ma Kazimierz Furczoń, baca z Leśnicy Gronia. Zapewnia, że wystąpi o pozwolenie na kolejny rok.
- Chcę produkować legalne oscypki, bo po co tyle przeszliśmy z tą całą rejestracją? - pyta.
Reszta raczej nie pali się do certyfikatu, gdyż - jak twierdzą - certyfikat to dla nich prawdziwa zmora.
- Miałem zezwolenie na początku, gdy oscypek wszedł do Unii, lecz zrezygnowałem, bo żeby dostać certyfikat na oscypek, muszę stracić około tysiąca złotych - mówi jeden z baców (nie chce podać swojego nazwiska). - Ale nie to jest najgorsze, tylko te kontrole. Jak tylko co złego dzieje się z oscypkiem, czy pójdzie w gazetach, że dziecko zatruło się... chyba oscypkiem, zaraz wpada kontrola. A mój sąsiad, który pucy podróbki śmieje się, żem głupi!
Andrzej Gąsienica Makowski, starosta tatrzański ostrzega, że dojdzie w końcu do tego, iż stracimy certyfikat na oscypek, a wraz z tym skończy się boom na ten góralski serek, a także na redykołkę i na bundz.
- Dokąd odpowiednie służby nie zajmą się nielegalnymi oscypkami, te będą zalewać Podhale, a bacom nie będzie się opłacało starać o certyfikat - mówi Janczy. - Obecnie na niektórych stoiskach, z tego co wiem, sprzedawane są podróbki, które nie zostały sprzedane zimą. Tak namnożyło się tych podrabiaczy, że nie zdołali upłynnić serów i je pozamrażali.
Obecnie ser, który nazywany jest oscypkiem, kosztuje na Krupówkach aż 35 zł. To o 10 zł więcej niż przed rokiem.
Halina Kraczyńska
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/05/13
