Zakopane — portal z-ne.pl

Wtedy zabrakło kuratora

14.05.2010

Wtedy zabrakło kuratora

Zrozpaczony Andrzej Ż., 40-letni zakopiańczyk, walczy o prawo opieki nad czworgiem swoich dzieci. Trzy lata temu rozstał się z żoną Izabelą. Sąd rodzinny przydzielił jej kuratora. Od tamtej pory utrudniała mężowi kontakt z dziećmi. Szalę goryczy przepełniły wydarzenia z ostatniego poniedziałku, kiedy to jego żona została znaleziona przez policję w Nowym Targu, gdy kompletnie pijana wraz ze swoim konkubentem „opiekowała" się trojgiem dzieci. Te trafiły do domu dziecka. A mogło dojść do tragedii. Ich ojciec pyta, dlaczego do tego doszło, skoro od trzech lat powiadamia sąd i kuratora o tym, że jego była żona ma zły wpływ na dzieci. I gdzie był w tym czasie nałożony na nią nadzór kuratorski?

Andrzej Ż. jest ojcem czworga dzieci. W 1992 roku poślubił Izabelę. Miała ona już jedno dziecko, obecnie 19-letnią Kasię. Po ślubie przyszły na świat kolejne pociechy, dziś to są 17-letnia Basia, 14-letni Krzyś, 11-letni Robert oraz 6-Ietnia Klara. Pan Andrzej pracował, aby utrzymać w sumie pięcioro dzieci, opiekę nad nimi powierzył żonie.

Niestety, w rodzinie nie panowała sielanka. Izabela miała jedną słabość - lubiła pociągnąć z butelki. Bynajmniej nie wodę.

- Dużo piła - mówi Andrzej. - Ja pracowałem na trzy etaty, a ona i jej córka Kaśka, potem i moje dzieci zaczęły wykradać pieniądze. Najpierw mnie, potem innym.

Pasierbica robiła swoje a uwagi ojczyma miała za nic. Jej matka Izabela, jak zaznacza pan Andrzej, w ogóle o córkę nie dbała. Tylko piła.

- W końcu Kaśka zaczęła kraść w szkole - mówi. - Ostatecznie wylądowała w poprawczaku. Sąd rodzinny ograniczył nam prawa rodzicielskie i ustanowił kuratora.

Na drogę kradzieży zaczęły wchodzić kolejne dzieci. W końcu pan Andrzej nie wytrzymał i wyrzucił żonę z domu.

- Ale bez dzieci, miałem dość jej złego wpływu na nie - wyjaśnia.

Mimo to Izabela zabrała dzieci i wyjechała do Krakowa. Założyła sprawę o rozwód. -To wszystko, co mówi mój były mąż, to kłamstwo -broni się kobieta. - Ja dbam o dzieci, a on się nad nami znęcał.

- W czasie sprawy rozwodowej opieka nad dziećmi przypadła matce - wspomina Andrzej . - Opowiadała, że to ja piję i to przeze mnie ona popija. Oskarżyła mnie o znęcanie się nad rodziną. Sąd jej posłuchał. Tak się traktuje ojców w tym kraju.

Sędzia przyznał jemu nadzór kuratorski.

- W czasie mojej pracy z Andrzejem Ż. wszystko było w porządku - zaznacza Bogusław Borek, kurator społeczny z Zakopanego. - Na pewno też pozytywnie na jego postępowanie wpływa jego obecna partnerka Mariola. Jeśli miał problemy z prawem, to się poprawił w ciągu tych trzech lat, kiedy sprawowałem nad nim nadzór, czyli do stycznia tego roku.

W tym czasie Izabela z dziećmi przebywała w Krakowie, gdzie zamieszkała z konkubentem. Tam też sąd rodzinny przesłał jej akta i dostała nadzór kuratorski.

- Praktycznie straciłem kontakt z dziećmi - mówi pan Andrzej. - Iza mi go utrudniała i nastawiała je przeciwko mnie.

Pani Iza twierdzi, że to dzieci same nie chciały się z ojcem widzieć, bo - jak mówi - znęcał się nad nimi.

Od tamtej pory, pan Andrzej ze swoją obecną partnerką Mariolą walczą o to, by dzieci wyrwały się, - jak określają - spod demoralizującego wpływu matki. Sytuacja rodzeństwa była coraz gorsza.

- Ona nie przestała pić. Dzieci były głodne, zaniedbane, szlajały się po ulicach - wylicza zdenerwowany ojciec. - A ja nie miałem na to wpływu, bo byłem sto kilometrów od nich. Wysyłały tylko SMS-y, że nie mają co jeść, że matka pije.

Aby jakoś poprawić ich los, niejednokrotnie zwracał się o pomoc do kuratora w Krakowie. Pisał listy, informował, że Izabela ma zły wpływ na dzieci. Jednak bez odzewu.

- Od dzieci wiem, że kurator przyjeżdżał na kontrole, ale najpierw ją ostrzegał - wyjaśnia. - Niby wszystko było w porządku.

Nie powiodło się Izabeli w stolicy Małopolski i wróciła z dziećmi i konkubentem do Zakopanego.

- Wróciłam ze względu na szkolne praktyki córki, które tu odbywała - wyjaśnia.

Jak to bywa w małych miastach, ich powrót nie został niezauważony przez rodzinę. Zwłaszcza że najstarszy syn Andrzeja, Krzyś, zadarł z prawem okradając kilka sklepów.

- Byłem u nich jak wrócili do Zakopanego - mówi. - W lodówce było pusto. W szafkach pełno butelek po piwie. Jednak nie było tu na nią mocnych, bo od kuratora w Krakowie do Zakopanego nie wróciły akta jej sprawy. Była bez nadzoru.

Faktycznie, mimo że Izabela opuściła Kraków w listopadzie ubiegłego roku, kuratorium sądowe w Kraków nie przesłało jej akt. - Nie otrzymaliśmy z Krakowa dokumentów sprawy pani Izabeli - potwierdza sędzia Bogdan Kijak, rzecznik Sądu Okręgowego w Nowym Sączu, któremu podlegają sądy w Zakopanem i w Nowym Targu. - Sąd w Zakopanem zwracał się o ich przesłanie do sądu w Nowej Hucie, gdzie jej akta były prowadzone. Jednak bez odpowiedzi.

Dwa tygodnie temu Izabela przeniosła się do Nowego Targu. I tam akta również nie trafiły. Kobieta twierdzi, że ma tam przydzielonego kuratora. Sędzia Kijak nie potwierdza jednak tej informacji.

- Dlaczego nikt się nią nie zajmuje - pyta rozgoryczony Andrzej. - Gdzie przez pół roku, odkąd wróciła na Podhale, jest kurator? Dlaczego nikt nie reaguje na to, że daję znać o tym, że źle się dzieje moim dzieciom. Wysłałem już z 80 listów - bez odpowiedzi.

W Sądzie Okręgowym w Krakowie udało nam się dowiedzieć, że dokumenty Izabeli czekają od 7 maja na uprawomocnienie postanowienia o przekazaniu akt do Nowego Targu. - Do tygodnia powinny się one uprawomocnić - mówi Andżelika Michalik, asystentka rzecznika prasowego Sądu Okręgowego w Krakowie do spraw cywilnych. Niestety, sąd nie zdążył nam podać konkretnych informacji, dlaczego akta nie zostały wcześniej wysłane. Kurator, która sprawowała nadzór nad Izabelą, nie zechciała nam tego wyjaśnić.

- Żona pana Andrzeja prawdopodobnie nie zgłosiła, że się przeniosła - domniemywa Bogusław Borek. - A jak sąd w Krakowie dowiedział się, że jest w Zakopanem, to już wyjechała do Nowego Targu.

Zdesperowany bezczynnością wymiaru sprawiedliwości ojciec sam złożył wniosek do sądu w Nowym Targu, aby pozbawić ją praw rodzicielskich. Jako argument podawał demoralizację swoich dzieci pod wpływem matki alkoholiczki. Jednak sprawa nie zdążyła trafić na wokandę. Izabela sama się ich pozbawiła.

Gdy policjanci z Nowego Targu w poniedziałek ją i jej partnera zabierali do izby wytrzeźwień mieli około trzy promile alkoholu we krwi. W takim stanie „opiekowali się" swoim dwuletnim synem oraz dziećmi pana Andrzeja - Klarą oraz Robertem.

- Za narażenie na niebezpieczeństwo życia osób, nad którymi sprawuje się prawną opiekę, grozi do pięciu lat więzienia - zaznacza Zbigniew Gabryś, zastępca prokuratora rejonowego w Nowym Targu. - Sąd rodzinny pozbawił matkę praw rodzicielskich.

- To był jednorazowy przypadek - mówi Izabela. - Na codzień nie piję. Postąpiłam głupio. Żałuję tego. Chcę walczyć o przywrócenie mi praw rodzicielskich.

Jednak opinia policjantów na temat stanu mieszkania, w którym odbywała sie libacja, potwierdzają to, co nam opisał pan Andrzej.

- Mieszkanie było w nieładzie - mówił Roman Wolski, rzecznik nowotarskiej policji. -Dzieci były zaniedbane. Biegały bez nadzoru, robiły co chciały a ich opiekunowie byli kompletnie pijani.

Troje dzieci trafiło do pogotowia opiekuńczego w Zakopanem. Dołączyła do nich dwójka młodszego rodzeństwa. Teraz ich ojciec chce walczyć o przyznanie opieki nad nimi.

- Mam warunki, mam dom, mam pieniądze. Chcę, by moje dzieci miały normalne życie. Żeby najstarszy syn skończył z łamaniem prawa.

Sprawą, jak zapewnia sędzia Bogdan Kijak, zajął się już sąd rodzinny. Aby jednak ruszyła z miejsca, najpierw wszelkie dokumenty dotyczące Izabeli muszą trafić z Krakowa do Nowego Targu. Kiedy to nastąpi, będzie wiadomo dopiero w przyszłym tygodniu.

Łukasz Razowski

Imiona dzieci dla ich dobra zostały zmienione

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/05/14