Z niepokojem patrzą w niebo
18.05.2010
Na razie w rejonie Witowa, który najbardziej ucierpiał w czasie ubiegłorocznej powodzi, sytuacja jest chyba najlepsza na całym Podhalu. To tu jednak nadal żywe jest wspomnienie zniszczeń dokonanych przez powódź z 2009 roku.
- To było straszne - mówi z płaczem pani Agnieszka z Witowa, na wspomnienie tego co było w ubiegłym roku. - I teraz znów się zaczyna.
Okoliczne pola są potopione, ale główny nurt potoku utrzymuje się w korycie. Płynie nim wartka, spieniona i błotnista woda. W samej miejscowości panuje względny spokój, nie widać skutków kilkudniowych opadów deszczu. To jednak pozory.
- W dole Witowa potok zerwał drewniany mostek - mówi pani Agnieszka. - Kilku sąsiadów jest podtopionych. Tylko chwila i znowu zaleje całą wieś.
Strażacy wprawdzie na bieżąco interweniują, ale potem się zabierają i odjeżdżają. Nikt nie kładzie worków wzdłuż koryta rzeczki.
Rzeczywiście, rowy przy drodze i wijące się odnogi strumieni są już pełne. Jeśli szybko nie przestanie padać, mogą wylać.
- Jesteśmy gotowi na ewentualne problemy - zapewnia Bohdan Pitoń, wójt Kościeliska. - Zatory, które stanowiły niebezpieczeństwo, został udrożnione. Na naszą korzyść wpływa to, że w górach spadł śnieg i ta woda nie spływa. Cały czas monitorujemy sytuację.
Tymczasem wody przybywa w niedalekim Piekielniku na Orawie. Woda podchodzi niebezpiecznie do poziomu drogi w stronę Jabłonkę. Kilkadziesiąt gospodarstw jest zalanych.
- Straty są większe niż w ubiegłym roku - mówi Artur Górka, pracownik ds. zarządzania kryzysowego gminy Jabłonka - teraz na bieżąco udrażniamy zatory wodne. Również rozdajemy worki z piaskiem.
Łukasz Razowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/05/18
