Ponad 30 milionów popłynęło z błotem!
20.05.2010
Ruchoma ziemia zagraża zniszczeniem trzystu trzech budynków w powiecie nowosądeckim. 89 osób już ewakuowano. Każdego dnia niemal co chwilę z któregoś miejsca dobiega alarm o nowym osuwisku. Ziemia płynie w Nowym Sączu przy ulicy Podgórskiej i Leśnej. W obu przypadkach zwały błota suną powoli w kierunku domów. Tak samo jest w Kamionce Wielkiej, Przydonicy, Tęgoborzu, w Rytrze, Kadczy, Czaczowie, Dąbrowej, Ubiadzie, Boguszowej. W Popowicach osuwisko zagrodziło dostęp do 25 gospodarstw, w Barcicach - zablokowało drogę i nie można dojechać do czterech domów. Dramatyczny telefon odebraliśmy z sądeckiej ulicy Leśnej.
- Sąsiedzi skrzyknęli się i próbują ratować jeden z domów, na który sunie zbocze, ale bez koparki pewnie nie dadzą rady. Potrzebujemy pomocy! - żaliła się kobieta mieszkająca obok zagrożonych zabudowań. Natychmiast po tej informacji zadzwoniliśmy do straży pożarnej.
- Znamy sytuację na ulicy Leśnej i Podgórskiej. Byliśmy tam. Był też geolog. Powiem tak... Czasem trzeba ratować życie, bo jest cenniejsze niż majątek. Przekonywaliśmy ludzi z zagrożonych domów, aby ewakuowali się, ponieważ z oględzin geologicznych wynika, że zbocze pojedzie w dół z budynkami. Ale na siłę nikogo nie wysiedlimy. Ci ludzie decydują się pozostawać w miejscu zagrożenia na własną odpowiedzialność - mówi brygadier Paweł Motyka z sądeckiej straży pożarnej.
Jak wyjaśnia - wjazd ciężkim sprzętem na teren osuwiska jest po prostu niemożliwy i bezcelowy.
- Nawet jeśli usunie się część ziemi, to w to miejsce zaraz wpływa kolejna masa namokniętego gruntu. Trzeba przeczekać aż ziemia wyschnie - dodaje bryg. Motyka.
To nie jest odosobniony przypadek, gdy ludzie nie chcą się ewakuować. Wielu mieszkańcom trudno godzić się z tym, że w jednej chwili przepada dorobek całego życia, chcą go pilnować i ratować za wszelką cenę. Tymczasem urzędnicy i strażacy bezradnie rozkładają ręce. Wiedzą, że gdy już trzeszczą łamane drzewa i zbocze sunie w dół, żadna ludzka siła żywiołu nie zatrzyma. Tak było m.in. na ul. Kamiennej w Nowym Sączu, w Rożnowie, w Obidzy.
Zbocze góry zniszczyło też dom Grzegorza Wójsa z Piątkowej. Właściciel z małżonką przeżywają podwójny dramat - pan Grzegorz jest niepełnosprawny. Częściowo poradzili sobie bez pomocy gminy, mają już dach nad głową w starym drewnianym domku w pobliskiej Falkowej, ale mieszkanie jest kompletnie nieprzystosowane do potrzeb inwalidy. Z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, do którego zwrócili się z prośbą o wsparcie, odesłano ich z kwitkiem.
Podobnych dramatów jest w regionie kilkadziesiąt. Codziennie przybywa nowych. Rosną też szkody na drogach. Ziemia zwaliła się na drogę krajową w Obłazach Ryterskich oraz w samym Rytrze nieopodal charakterystycznego wiatraka. W Tabaszowej-Witkówce osuwa się stok przy kościele.
W żadnej z gmin ani w powiecie nikt nie odważy się jeszcze na sumowanie strat, które powiększają się z godziny na godzinę wraz z kolejnymi osuwiskami. Wstępnie mówi się jednak, że będą one większe niż w 1997 roku. Wtedy tylko na powiatowych drogach pod pieczą sądeckiego starostwa oszacowano je na 30 milionów złotych.
W Nowym Sączu uszkodzone są ulice Grabowa, Bobkowska, Leśna, Chruślicka, Witosa, Bulwar Narwiku (duża wyrwa), Kilińskiego, Husarska, Królowej Jadwigi, Kraszewskiego. Z wody, która przelała się ponad wałami Kamienicy na stadion Sandecji, wyłowiono nawet dwa pstrągi. Szkody wynikające z podtopienia są też na stadionie w Zawadzie.
W wielu miejscach - szczególnie tam gdzie nie ma sieci wodociągowej - ludzie zostali bez wody, bo zalaniu i zanieczyszczeniu uległy przydomowe studnie. O pomoc w wypompowaniu brudnej wody, oczyszczeniu i sprawdzeniu studni można zwracać się do strażaków, Sądeckich Wodociągów i sanepidu.
Na koniec dobre wieści - opady deszczu od wczoraj mają charakter tylko przelotny, a meteorolodzy zapowiadają, że jeszcze przed weekendem jest szansa na słońce. Wody w rzekach opadają. Dunajec wczoraj po południu był już 28 centymetrów poniżej stanu ostrzegawczego, Kamienica - 20 centymetrów poniżej, Łubinka - 36. Gdy obniży się poziom wód gruntowych, lokalne władze przystąpią do szacowania szkód. Nieprędko jednak znikną wszystkie powalone drzewa, wyrwy w jezdniach i śmieci w jeziorze Rożnowskim. O dramacie spowodowanym utratą dachu nad głową setki ludzi nie zapomną nigdy.
Powódź, na szczęście, nie zabrała ludzkiego życia. Wczoraj policja wykluczyła, aby wezbrana woda przyczyniła się do śmierci mieszkańca Barcic, którego ciało dzień wcześniej znalazło dziecko nad jednym z potoków.
Iwona Kamieńska
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/05/20

