Od pioruna spaliły się stajnia oraz stodoła
24.05.2010
Do pożaru doszło w sobotę ok. godz. 15.30. Podczas gwałtownej burzy piorun uderzył w budynek gospodarczy Marii i Stanisława Dydów przy drodze na Majerz.
Pan Stanisław usłyszał huk pioruna, ale nie wiedział, że akurat uderzył w jego gospodarstwo. Dopiero sąsiedzi zaalarmowali go o pożarze i oni powiadomili straż pożarną. Kiedy dobiegł, zobaczył gospodarstwo w ogniu.
- Nigdy nie widziałem czegoś podobnego. Przecież każdy pożar ma swoje źródło i rozprzestrzenia się z czasem na cały budynek. W tym przypadku wyglądało to, jakby ktoś go oblał benzyną, bo w momencie cały płonął - opowiada.
W ogniu stanęła stodoła i stajnia, z której w ostatniej chwili gospodarzowi udało się wyprowadzić dwa prosiaki. Kur nie dało mu się już uratować. Reszta zwierząt, w tym dwie krowy z cielętami i koń, znajdowały się w drugiej stajni, przy nowo wzniesionym domu. Nic im się nie stało. Cudem natomiast nie zajął się stary budynek.
Zabudowanie gospodarcze nadaje się do remontu. Pan Stanisław zamierza je do reszty zburzyć i postawić nowe. Na szczęście dobytek był ubezpieczony. W stodole znajdowały się dwie sieczkarnie, dwa silniki, piły, wóz drabiniasty i piła łańcuchowa na silnik elektryczny.
Pożar gasiło 12 jednostek straży pożarnej. Pomimo, że gospodarstwo leży w górach, strażacy nie mieli problemu z wodą do gaszenia ognia, bowiem od ubiegłego roku na tym osiedlu górskim czynny jest hydrant z wodą.
Stanisław Zachwieja
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/05/24

