Zakopane — portal z-ne.pl

Ministrze, zlituj się! Skały nam lecą na głowy

26.05.2010

Ministrze, zlituj się! Skały nam lecą na głowy

Mieszkańcy Sromowiec Niżnych są odcięci od świata. Po ostatnich powodziach na jedyną drogę dojazdową do tej dużej wsi osunęły się skały, żwir, drzewa i tony gliny. Spadły z Macelowej Góry, która leży na terenie Pienińskiego Parku Narodowego. Ludzie nie mogą dotrzeć do lekarza i pracy, a dzieci będą musiały do miejscowego gimnazjum jeździć przez Słowację.

Dlaczego władze nie zabiorą się po prostu do remontu drogi? Bo najpierw trzeba zabezpieczyć osuwisko, a ono leży w granicach Pienińskiego Parku Narodowego, gdzie obowiązuje ścisła ochrona przyrody i na wszelkie roboty konieczna jest zgoda ministra środowiska. Tylko on może pozwolić na usunięcie zwisających nad drogą skał.

Ziemia, gruz i połamane drzewa zostały już usunięte z jezdni, ale Robert Waniczek, dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg w Nowym Targu, zamknął drogę. Obawia się, że na przejeżdżające samochody w każdej chwili mogą runąć ogromne głazy skalne. Wczoraj, rozmawiając z „Gazetą Krakowską", nie krył irytacji. On i jego pracownicy dziwią się szczególnie dyrektorowi Pienińskiego Parku Narodowego, że ten czeka na zgodę ministra środowiska, aby wejść na teren chroniony i zabezpieczyć głazy.

- Tu trzeba uruchomić jakiś tryb awaryjny. My jako zarządca drogi jesteśmy odpowiedzialni za jej użytkowników - twierdzi Waniczek. - Na tym osuwisku są w skałach kilkucentymetrowe szczeliny, w każdej chwili głaz może runąć na przejeżdżające auto. Musiałem zamknąć tę drogę. Ale to jedyny dojazd do Sromowiec Niżnych. Jak mam ludziom wytłumaczyć, że czekamy na pismo ministra?

Michał Sokołowski, dyrektor Pienińskiego Parku Narodowego, mówi, że bez pozwolenia nie może ingerować w teren osuwiska, bo tak stanowią przepisy. Zapewnia jednak, że sytuacja w sprawie zezwolenia na roboty na osuwisku na Macelowej Górze dynamicznie się rozwija. - Wysłałem w poniedziałek pismo do ministra środowiska. Czekam na odpowiedź, to kwestia jeśli nie godzin, to na pewno dni - twierdzi Sokołowski.

Jednak pracownicy Ministerstwa Środowiska nie spieszą się z odpowiedzią. Wczoraj przez cały dzień nie znaleźli czasu, by udzielić nam odpowiedzi na pytanie, na jakim etapie rozpatrywania jest pismo dyrektora Sokołowskiego.

Tymczasem mieszkańcy Sromowiec nie mogą pojąć biurokratycznego absurdu. - To już ludzkie pojęcie przechodzi, cały kraj w stanie klęski, a my stawiamy znaki „zakaz ruchu", zamiast zacząć usuwać zagrożenie - mówi oburzony Bogumił Zachara ze Sromowiec Wyżnych.

Józef Słowik

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/05/26