Nowa ceprostrada w Tatrach
11.06.2007
Tatry doczekały się drugiej "ceprostrady". Już nie tylko drogą do Morskiego Oka wędrują nieprzerwanie tłumy: rodzin z małymi dziećmi, wózkami, psami, panie w klapkach i wycieczki szkolne. Od kiedy stanęła kolejka na Kasprowy Wierch, drogą z Kuźnic w kierunku Kalatówek ciągną takie same tłumy. Przy tamtejszej budce z biletami wstępu do TPN stoi kolejka. Trzeba czekać nawet i piętnaście minut. Większość turystów - czy to przez Myślenickie Turnie, czy przez Halę Gąsienicową, a nawet od strony Suchych Czubów - zmierza na Kasprowy Wierch. Po co?
- Idziemy, bo przecież być w Tatrach i nie zaliczyć Kasprowego, to wstyd! - śmieją się trzej młodzi ludzie z Krakowa. - Szkoda, że nie ma kolejki, ale trudno, wejdziemy piechotą. To podobno niedaleko. Chcemy na własne oczy zobaczyć co tam teraz jest i opowiedzieć znajomym.
Szlakiem przez Myślenickie Turnie w pocie czoła, bo podejście pod koniec jest dość męczące, wędrują szkolne wycieczki, rodzice ciągną za rękę zmęczone małe dzieci, które co chwila pytają: "daleko jeszcze? ". Spotykamy też dwoje turystów wnoszących na Kasprowy... narty.
- Po co ci ludzie tam idą? Przecież tam nic nie ma? - pytają się nawzajem dwaj starsi taternicy. - Tam wszystko wkoło ogrodzone.
Ludzie jednak nie słuchają. Robią na szczycie Kasprowego zdjęcia, zjadają pod stacją meteorologiczną własne kanapki i... wracają tą samą drogą.
(hak)
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2007/06/11
