Świadek niewiarygodny
21.06.2007
W internetowej "Gazecie Górskiej" pojawiła się relacja Jana Nyki i Adama Sternika, którzy byli świadkami tragicznego zdarzenia. Podchodząc szlakiem w okolicy Buli pod Rysami mężczyźni usłyszeli z góry głośny krzyk, a następnie kilkadziesiąt metrów nad sobą zobaczyli zsuwającego się po śniegu człowieka. To właśnie ci turyści wezwali telefonicznie TOPR i przez ok. 15 minut, do przylotu śmigłowca, reanimowali nieprzytomnego Kubę (jeden z nich jest lekarzem).
"Po przybyciu ratowników pomagaliśmy przez kolejny kwadrans w prowadzeniu dalszej akcji reanimacyjnej. Tymczasem chwilę po nas obok rannego siedemnastolatka pojawił się dziwnie zachowujący się mężczyzna - próbował przeszkadzać nam w akcji reanimacyjnej, krzyczał coś głośno, był podekscytowany, biegał i strącał kamienie w stromym i zaśnieżonym żlebie, stwarzając zagrożenie dla siebie i idących niżej turystów. Po przylocie śmigłowca starał się za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę ratowników" - czytamy w relacji zamieszczonej w "Gazecie Górskiej". "Jak dowiedzieliśmy się później, ów mężczyzna już w drodze powrotnej do schroniska i potem do Zakopanego opowiadał niestworzone historie o tym, że trzej chłopcy pobili się na ścianie, że byli pijani, a ofiara wypadku została przez pozostałych dwóch strącona. Okazało się, że człowiek ten nie po raz pierwszy próbuje w bardzo kontrowersyjny sposób zwrócić na siebie uwagę. W izbie przyjęć zakopiańskiego szpitala wykrzykiwał podobno, że był świadkiem morderstwa, że zmarły Kuba został zepchnięty w przepaść".
Autorzy relacji są przekonani, że mężczyzna nie mógł widzieć okoliczności, w jakich doszło do wypadku. Twierdzą, że wspinająca się trójka zachowywała się cicho i żadne odgłosy nie kierowały uwagi w tamtą stronę. W rozmowie z towarzyszami Kuby dowiedzieli się, że chłopcy próbowali wejść stromą depresją powyżej tzw. rysy, biegnącą ukosem w kierunku zachodniej grani. Nie byli związani liną, a Kuba jako jedyny nie miał na głowie kasku.
Relacja jednoznacznie potwierdza, że sobotnia tragedia była nieszczęśliwym wypadkiem, a świadek, który zgłosił się do zakopiańskiego szpitala, nie jest osobą wiarygodną. Taką wersję przyjęła też zakopiańska policja, która jednak wciąż przesłuchuje świadków zdarzenia.
(KOV)
Źródło: Dziennik Polski - www.dziennik.krakow.pl - 2007/06/21

