Feralny weekend w Tatrach
25.06.2007
Śmiertelny wypadek w Tatrach. W sobotę po południu zaalarmowano centralę TOPR, iż w rejonie Giewontu mogło dojść do wypadku. Na miejsce zdarzenia wysłano śmigłowiec TOPR z dwoma ratownikami. Przeszukiwano północną ścianę Giewontu opadającą urwiskami w stronę Zakopanego. Niestety, po kilku minutach zauważono leżące na skałach zwłoki mężczyzny. Wszystko wskazuje na to, że mężczyzna targnął się na własne życie.
Tragedia pod Giewontem
Jak tylko powiadomiono ratowników TOPR o tym, że coś mogło wydarzyć się w tej części Tatr, w rejon szczytu wyleciał śmigłowiec z ratownikami TOPR na pokładzie.
- Mniej więcej w połowie północnej ściany zauważyliśmy zwłoki mężczyzny - relacjonuje uczestniczący w akcji ratunkowej instruktor TOPR, Wojciech Mateja. - Wróciliśmy śmigłowcem po ludzi z centrali, którzy desantowali się w rejon miejsca, gdzie zauważono ciało turysty. Po przygotowaniu zwłok do transportu, "wyjęliśmy je" na długiej linie.
Akcję tak blisko ściany utrudniał silny wiatr, deszcz i burze. Przy zwłokach turysty nie znaleziono żadnych dokumentów. Można więc jedynie domniemywać, że może to być poszukiwany wcześniej turysta z Poznania. Niestety, wszystko wskazuje na to, że mężczyzna popełnił samobójstwo.
- Takie zdarzenia w Tatrach się zdarzają - mówi Adam Marasek, zastępca naczelnika TOPR. - Skoki ciśnienia i wahania pogody czasem robią swoje, choć najczęściej do takich zdarzeń dochodzi w Tatrach jesienią.
Krzyki pod Kościelcem
Tymczasem również w sobotę do centrali TOPR wpłynął meldunek o wypadku w rejonie Kościelca. Kamienna lawina miała ranić jednego z taterników wspinającego się w tej części Tatr. I znów mimo niesprzyjającej pogody i późnej godziny w rejon zdarzenia poleciał śmigłowiec. Tym razem nie znaleziono nikogo. Jednak ratownicy TOPR podkreślają, że nie był to fałszywy alarm. - Poleciały kamienie i było słychać krzyki - tłumaczy Adam Marasek. - To świadkom zdarzenia sugerowało, że na ścianie mogło dojść do wypadku. To prawidłowa reakcja. Dzięki temu szybko byliśmy na miejscu potencjalnego wypadku. To, że nic nikomu się nie stało, to szczęście, ale właśnie tak trzeba w górach reagować.
TOPR ostrzega
W Tatrach już zrobiło się groźnie, choć przecież sezon dopiero przed nami. Tak naprawdę ruch w Tatrach zaczyna się w połowie lipca, a swoje apogeum osiąga w sierpniu. Ratownicy TOPR ostrzegają, że pod koniec czerwca często dochodzi do poważnych wypadków na skutek poślizgnięcia się na zalegającym wciąż wysoko w Tatrach śniegu. - Apelujemy o wyjątkową ostrożność - podkreśla Adam Marasek. - Wystarczy choćby przypomnieć tragiczny wypadek sprzed tygodnia w rejonie Rysów.
Przemysław Bolechowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2007/06/25
