Zakopane — portal z-ne.pl

Grań budząca grozę

06.07.2007

Księdzu Gadowskiemu nawet przez myśl nie przemknęło, że może przyczynić się do czyjejś śmierci. Ale też pewnie i w najgorszych snach nie przewidziałby, że wytyczoną przez niego drogą po Orlej Perci pójdą tysiące ludzi bez przewodnika, bez ubezpieczeń, ot, niemal prosto z Krupówek, że będą tworzyć się na "jego" łańcuchach korki. - 100 lat temu ksiądz Walenty Gadowski wytyczał szlak Orlą Percią dla niewielkiej grupki tych najbardziej odważnych turystów - wyjaśniają dziennikarzom tuż pod Zawratem ratownicy TOPR. - Wtedy zresztą bardzo niewiele osób chodziło po Tatrach. A ta droga miała przyciągać oferując sporą dawkę emocji, adrenaliny, jak byśmy teraz powiedzieli. Część odcinków świadomie została wytyczona w eksponowanym terenie by budziła grozę, choć mogła biec w łatwiejszym obszarze.

Dziś po 100 latach, gdy zginęło, jak odnotowuje Adam Marasek, zastępca naczelnika Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, prawie 100 turystów, a cała ich rzesza uległa mniej lub bardziej poważnym wypadkom - przewodnicy, toprowcy, parkowcy zastanawiają się, jak "oswoić" Orlą Perć by przestała zabijać, a przede wszystkim wabić tysiące, często niedoświadczonych, turystów.

- Typowy sposób poruszania się naszych turystów po Tatrach jest widoczny powyżej - wskazuje dziennikarzom na ścieżkę prowadzącą na Przełęcz Zawrat (Orla to szlak między Zawratem a Krzyżnem - przyp. red.) Jan Krzysztof, naczelnik TOPR. A ścieżką idą małe, nawet 5-letnie dzieci, młodzi ludzie z olbrzymimi, większymi od nich plecakami, starsze osoby, turyści w adidasach. Oczywiście o żadnych zabezpieczeniach mowy nie ma. Tylko jedna para ma uprząż i kaski. - Nasi turyści nie dość, że nie mają zabezpieczeń, to jeszcze z ironicznym uśmieszkiem patrzą na tych, co je mają - podkreśla ratownik Mieczysław Ziach. - A przecież w tym terenie np. kask to podstawa, bo wiele wypadków, odpadnięć od łańcuchów powodują lecące z góry kamienie, zrzucane przez wędrujący tłum.

Bardzo często też dochodzi na tym trudnym szlaku do potknięć, poślizgnięć, wystarczy, że popada deszcz, nie mówiąc już o wędrowaniu, gdy zalega tu śnieg. A przecież wielu tragedii na Orlej można by uniknąć - zaznacza Marcin Kacperek, prezes Stowarzyszenia Przewodników Wysokogórskich, prezentujący dziennikarzom pod Zawratem sprzęt do autoasekuracji - gdyby turyści pomyśleli o zabezpieczeniu: kasku, uprzęży z absorberem, karabinkach, którymi mogą się wpiąć do łańcuchów. - Sprzęt taki można już kupić za ok. 500 zł lub wypożyczyć w Zakopanem. Naprawdę, nie warto narażać swego życia czy zdrowia - przekonuje Kacperek. - A niekiedy warto skorzystać z doświadczenia przewodnika. Ratownicy, przewodnicy i parkowcy zorganizowali warsztaty dziennikarskie pod Zawratem, by za pośrednictwem mediów zacząć zmieniać mentalność polskich turystów. Bo jak mówią, na Orlej można wytyczyć jeden kierunek, można w ogóle zlikwidować łańcuchy lub zamiast nich poprowadzić stalową linę, można karać, pouczać, ale dopóki turyści nie zrozumieją co to jest Orla Perć i że łatwo na niej zginąć, dopóty grań będzie zabijać. Choć trudniej jest zmienić ludzką mentalność niż Orlą...

(hak)

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2007/07/06