Towarzysz pierwszych górskich zachwytów
09.08.2007
"Rosłem pod Tatrami i zawsze ciekawość pchała mnie na górskie ścieżki. Tak było od najmłodszych lat i tak trwa do dziś. Zaczęło się od fascynacji wspinaczką, szybko jednak okazało się, że tkwi we mnie potrzeba przeżywania gór we wszystkich ich aspektach. Góry to przecież fantastyczny krajobraz, przestrzeń, emocje, a czasem wręcz mistyczne doznania" - wyznaje Jacek Nodzyński.
Urodził się w Zakopanem w 1939 r. - tu ukończył szkołę podstawową, a następnie (już pracując w Urzędzie Pocztowym) wieczorowe Liceum Ogólnokształcące im. Oswalda Balzera (matura w 1964 r.). Przez kolejne lata pracował m.in. w PBO Podhale i w Wydziale Handlu Urzędu Miasta (początkowo jako inspektor, a następnie kierownik wydziału).
- Giewont miałem za oknem - wspomina - więc kusiło. Jako chłopiec, zaraz po wojnie, zacząłem chodzić z kolegami na skałki w Dolinie Białego czy do Dol. Ku Dziurze i na łatwe wycieczki. Potem, gdy zacząłem pracować i uczyć się wieczorowo na góry nie było wiele czasu. Mając 18 lat poznałem Józka Bukowskiego (wtedy już ratownika Grupy Tatrzańskiej GOPR). To on szkolił mnie i z nim już na poważnie zacząłem wspinać się na tatrzańskich drogach. Od dziecka jeździłem też na nartach. Przez dwa lata byłem w kadrze juniorów Klubu Wisła Gwardia. Później, pracując w PBO Podhale, brałem udział w zakładowych zawodach narciarskich. Mieliśmy nawet swój klub - "Padalec". W 1972 r. ukończyłem kurs instruktora narciarskiego PZN. Ponieważ wspinałem się i uczyłem jazdy na nartach chciałem poznać bardziej szczegółowo topografię, przyrodę i inne zagadnienia związane z Tatrami, więc zapisałem się na kurs przewodnicki. Wcale nie planowałem tego, że przewodnictwo będzie kiedyś, w przyszłości moim zawodem.
W 1974 r. uzyskał uprawnienia przewodnika tatrzańskiego. Szkolił się na obozach i wyprawach górskich, więc szybko podwyższał kwalifikacje. W 1977 r. zdobył drugą, a w 1982 r. pierwszą klasę przewodnicką. Od 1988 r. jest instruktorem przewodnictwa. Uczestniczył w wielu wyprawach w inne rejony górskie świata m.in. w Ałtaj Gobijski, Kaukaz, Alpy, Dolomity i Himalaje. W latach sześćdziesiątych uprawiał też żeglarstwo (ma patent sternika jachtowego).
Przez wiele lat pracował społecznie w Towarzystwie Krzewienia Kultury Fizycznej, w Zarządzie PTTK, w Zarządzie Koła Przewodników Tatrzańskich. Jest sędzią narciarskim PZN. Od 1990 r., gdy przestał być etatowym pracownikiem Urzędu Miasta, prowadzi własną zawodową działalność przewodnika i instruktora narciarskiego. Jest członkiem Klubu Przewodników TPN-PTTK. W 2004 r. został też członkiem Europejskiego Stowarzyszenia Przewodników Górskich LIDER i uzyskał międzynarodowe uprawnienia przewodnickie UIMLA. Od wielu lat uprawia wysokogórską turystykę narciarską. Zjechał z wielu szczytów i przełęczy tatrzańskich m.in. z Grani Baszt, choć twierdzi, że nie interesuje go dziś już narciarstwo wyczynowe, ekstremalne. Na swych górskich wyprawach fotografuje tworząc dokumentację zdjęć i przeźroczy na własny użytek. Ceniony i szanowany w środowisku przewodnickim za działalność zawodową i społeczną odznaczony m.in. Srebrnym Krzyżem Zasługi, odznaką Zasłużony Przewodnik Tatrzański, honorowymi odznakami TKKF i PTTK czy odznaką Za Zasługi Dla Zakopanego. Gdy pytam o przewodnictwo odpowiada: Ja gór uczyłem się sam, na własnych zwycięstwach i błędach. Jako przewodnik wiem, że inni muszą też swoich gór nauczyć się sami. Przewodnik powinien opiekować się pierwszymi krokami kogoś, dla którego góry są nowym odkryciem. Powinien być towarzyszem pierwszej górskiej przygody. Kimś, kto swoimi emocjami i swoim doświadczeniem przekazuje to, co w tym wspaniałym górskim terenie jest wartością. I robi to licząc, że prowadzeni przez niego ludzie przeżyją to na tyle mocno, by tu chcieć w Tatry wracać - dla urody i wspaniałości tych gór - przez resztę swojego życia.
Tekst i fot. JERZY TAWłOWICZ
Źródło: Dziennik Polski - www.dziennik.krakow.pl - 2007/08/09

