To była już przesada
23.08.2007
30-letni turysta, schodząc z Zadniego Granatu potknął się na szlaku i stoczył kilkanaście metrów. Na miejsce przyleciał śmigłowiec z ratownikami TOPR. Okazało się, że mężczyzna ma poważną ranę głowy. W szpitalu zachowywał się dziwnie, a lekarze wyczuli od niego woń alkoholu. Badanie wykazało, że miał we krwi 0,8 promila alkoholu. Teraz ratownicy chcą obciążyć poszkodowanego kosztami akcji ratunkowej, którą wycenili na ok. 4 000 zł.
- Wystąpiłem do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji o opinię prawną na ten temat. Jeżeli okaże się, że mamy możliwość wystawienia rachunku, byłby to precedens - powiedział nam wczoraj Jan Krzysztof, naczelnik TOPR. - Dotychczas nie było takiego przypadku, żeby pijany turysta uległ poważnemu wypadkowi. Zdarzało się, że musieliśmy asystować takim osobom w zejściu np. z Hali Gąsienicowej, a wzywali nas zwykle postronni turyści. Tym razem to była już przesada i chcemy dać sygnał, że w takich sytuacjach trzeba ponieść konsekwencje swojej nieodpowiedzialności. Oczywiście, podchodzimy do tego rozsądnie - nie chodzi o turystów, którzy wypiją piwo w schronisku i schodząc, np. skręcą sobie nogę, tylko o takich, którzy wypiją więcej piw i wybiorą się na Orlą Perć.
(KOV)
Źródło: Dziennik Polski - www.dziennik.krakow.pl - 2007/08/23

