Być w górach o świcie
20.09.2007
Urodził się w 1962 r. w Zakopanem. Tu ukończył liceum ogólnokształcące. - Ojciec był przewodnikiem, miałem więc tematy górskie w domu na bieżąco - wspomina. - Wspólne wyjścia w Tatry z ojcem i jego kolegami to zawsze była przygoda. Czasem wyprawy trwały po kilka dni. Od najmłodszych lat jeździłem też na nartach. W góry chodziłem z ojcem, a na narty z mamą. Przez 8 lat, od II klasy szkoły podstawowej, byłem zawodnikiem klubu SN PTT, zawsze jednak bardziej interesowało mnie narciarstwo swobodne: puch, muldy, zjazdy spod Palca na Kasprowym. W klubie uzyskałem druga klasę sportową. W liceum zacząłem z grupą kolegów uprawiać turystykę narciarską. Latem chodziliśmy po Tatrach i wtedy zacząłem odkrywać góry po swojemu. Poznawaliśmy tereny poza szlakami, łatwe jaskinie, pierwsze wspinaczki. Zafascynowany byłem postacią Mariusza Zaruskiego, który mówił "błogosławione są góry wysokie, pustynie i morza, albowiem one są źródłem siły". Szukaliśmy z kolegami takiej siły wewnętrznej właśnie w górach i w wodzie. W tamtych latach wiele godzin spędzałem na basenie. Będąc uczniem liceum, zostałem słuchaczem kursu przewodnickiego, ponieważ chciałem poznać góry w towarzystwie zawodowych instruktorów.
W 1981 r. roku uzyskał uprawnienia przewodnika tatrzańskiego, a trzy lata później uprawnienia instruktora narciarskiego PZN. - Swego czasu byłem najmłodszym przewodnikiem w Kole Przewodników Tatrzańskich - dodaje. Po maturze, przez dwa lata uczył się w Studium Obsługi Ruchu Turystycznego. Kolejne dwa lata pracował w WDW Kościelisko jako tzw. instruktor turystyki górskiej (prowadził wycieczki i szkolenia narciarskie dla wczasowiczów). W 1985 r. uzyskał II klasę przewodnicką. Przerwał jednak pracę i poszedł na studia na Akademię Wychowania Fizycznego w Poznaniu, którą ukończył w 1990 r.
W okresie studiów odbył kurs płetwonurków i żeglarski, został ratownikiem WOPR i instruktorem pływania. Uprawiał też narciarstwo wodne. - Cztery lata studiów i rok urlopu dziekańskiego na wyjazd sportowy w góry Afryki - opowiada. - Realizowałem wtedy dwie swoje pasje: góry i woda. Pływałem też jachtem po Bałtyku. Studiując w Poznaniu brał udział w kilku wyjazdach przewodników krakowskich w Alpy. Zdobywali najwyższe szczyty w alpejskich rejonach Włoch, Austrii, Francji, Szwajcarii. Z grupą tą był również na wyprawie w Atlasie Wysokim.
Po studiach został nauczycielem w zakopiańskim liceum ogólnokształcącym, w którym pracuje do dziś. Prowadzi własną działalność przewodnicką - jest też organizatorem wycieczek, rajdów rowerowych i alertów zwiadowczych dla młodzieży. Od lat uprawia kajakarstwo rzeczne (pływał m.in. po rzekach Litwy, Łotwy i Ukrainy) oraz turystykę na nartach śladowych. Amatorsko zajmuje się fotografią górską. Dla własnej satysfakcji wykonuje też rysunki ołówkiem. W młodzieńczych latach, jeszcze jako licealista, grywał w spektaklach Towarzystwa Miłośników Teatru im. Heleny Modrzejewskiej, którego do dziś jest członkiem sympatykiem.
Należy do Stowarzyszenia Przewodników Tatrzańskich im. Klimka Bachledy. Przez jedną kadencję był członkiem zarządu tego stowarzyszenia, pełniąc w nim funkcję sekretarza i kronikarza.
Tak mówi o pracy przewodnickiej: - W tym zawodzie wszystko jest ważne: bezpieczeństwo grupy i wspólne przeżywanie przygody na szlaku, ochrona przyrody i dydaktyka. Trzeba znaleźć złoty środek. Trzeba umieć otwierać ludzi na góry, aby je zobaczyli, przeżyli i chcieli do nich wracać.
Tekst i fot. JERZY TAWŁOWICZ
Źródło: Dziennik Polski - www.dziennik.krakow.pl - 2007/09/20

