Najpiękniejsze chwile w górach
04.10.2007
Urodzona w 1971 r. w Warszawie, tam ukończyła szkołę podstawową i liceum ogólnokształcące. - Góry od zawsze wydawały mi się miejscem fantastycznym - wspomina. - Zaczytywałam się w książkach o wspinaczkach górskich. Jako dziecko bywałam na obozach w Zakopanem, a gdy miałam 14 lat, przeszłam z kuzynką Orlą Perć. Taternictwo było moim marzeniem. Zaczęłam się wspinać, mając 16 lat. Zostałam wtedy członkiem Klubu Wysokogórskiego w Warszawie i odbyłam kursy skałkowy i tatrzański w Betlejemce. Po ukończeniu liceum osiadłam na Hali Gąsienicowej na stałe. Pracowałam tam, wspinałam się, jeździłam na nartach, szkoliłam narciarzy i urodziłam dzieci.
Przez 7 lat prowadziła bazę Ośrodka Szkoleniowego Polskiego Związku Alpinizmu. Mając stopień taternika zwyczajnego wspinała się, a jej doświadczenia taternickie to - jak mówi - "pakiet solidnych dróg w skali od 5 do 6". Radość wspinania czerpie z samego bycia na skalnej drodze, a nie ze sportowego wyścigu we wspinaczkach ekstremalnych. Uzyskała też uprawnienia instruktora narciarskiego i zaczęła szkolić narciarzy. Pracując, podjęła studia na Wydziale Zarządzania i Marketingu Uniwersytetu Jagiellońskiego; ukończyła je w 2002 r.
- Gdy dzieci zaczęły chodzić do szkoły - opowiada - trzeba było zamieszkać w mieście. Jeszcze przez jakiś czas byliśmy trochę na Hali, trochę w Zakopanem. Wciąż pracowałam w Betlejemce i szkoliłam narciarzy, ale już zaczęłam myśleć o zmianie zatrudnienia. Wtedy właśnie zostałam słuchaczką kursu przewodnickiego.
Uprawnienia przewodnickie uzyskała w 2003 r., została członkiem Stowarzyszenia Przewodników Tatrzańskich im. Klimka Bachledy i rozpoczęła pracę przewodnicką - latem prowadząc wycieczki, a zimą szkolenia narciarskie. Jest też członkiem Stowarzyszenia Instruktorów i Trenerów Narciarstwa. Uprawia wysokogórską turystykę narciarską, prowadzi wycieczki zimowe w Tatrach i Alpach - sama zjechała z wielu tatrzańskich szczytów i przełęczy. Od strony wspinaczkowej i narciarskiej poznała kilka rejonów Alp, Dolomity oraz skalne rejony Chorwacji i Krymu.
- Mam dwójkę dzieci, więc nasze wyjazdy muszą być dla wszystkich - mówi. - Moje dzieci jeżdżą na nartach i wspinają się, ale bywamy też nad morzem oraz na jeziorach. Wtedy rekreacyjnie żegluję albo pływam na desce z żaglem. Uwielbiam czynny wypoczynek: oddałam kilka skoków spadochronowych, jeżdżę na rowerze górskim, próbowałam jazdy konnej. Nie fotografuję, nie maluję i nie zapisuję moich szczęśliwych chwil. Nie muszę - wszystko jest we mnie.
Od jakiegoś czasu wyżywa się jednak artystycznie, uczestnicząc w spektaklach Sceny Antrakt. Ma jeszcze jedną pasję i sposób na życie: od trzech lat trenuje jogę, bo jest to - jak twierdzi - po intensywnej pracy idealny sposób na wyciszenie się, zrelaksowanie i przywrócenie równowagi fizycznej oraz psychicznej.
Pytana o przewodnictwo, odpowiada: - Poza zapewnieniem bezpieczeństwa turystom i pewnymi wymogami organizacyjnymi ten zawód to przede wszystkim spotkania z ludźmi w górach. Przewodnik może przekazać wszystko to, co dla niego w górach jest istotne, dostosowując to oczywiście do konkretnej sytuacji oraz oczekiwań turystów. Jest wtedy czas i na naukę gór, i na wspólne ich przeżywanie, a także na to, by każdy mógł się spotkać z samym sobą, gdzieś w pięknym miejscu na górskiej drodze.
Tekst i fot. JERZY TAWłOWICZ
Źródło: Dziennik Polski - www.dziennik.krakow.pl - 2007/10/04

