Zakopane — portal z-ne.pl

Turyści biją strażników

21.12.2007

Turyści biją strażników

Tu jednak – jak zgodnie mówią strażnicy parkowi i leśniczy – nic dobrego z sobą nie przyniosła. – Turyści na szlakach zachowują się coraz gorzej – zaznacza Jarosław Rabiasz, komendant Straży Ochrony Parku. – Zawód strażnika parkowego, ajentów w punktach sprzedaży biletów wstępu i leśniczych z Tatrzańskiego Parku Narodowego staje się z roku na rok bardziej niebezpieczny.

Wyzwiska, obraźliwe epitety, popchnięcia, a nawet pobicia, próby podpalenia leśniczówki, otrucie psów...

– Mieliśmy niedawno taki przypadek, że turysta zaatakował ajentkę sprzedającą bilety wstępu na Palenicy Białczańskiej – opowiada Paweł Skawiński, dyrektor TPN. Turysta chciał wprowadzić na teren Parku dużego psa, a że przepisy tego zabraniają, ajentka zwróciła mu uwagę, że nie może wejść. – Turysta bezczelnie odpowiedział wtedy, że to przecież nie jest pies, tylko... owca. I czy ona tego nie widzi? A poza tym niech mu udowodni, że to nie jest owca! Gdy ajentka się upierała przy swoim, turysta uderzył ją w twarz i poszedł w Tatry – twierdzi dyrektor Skawiński.

Parkowi strażnicy, straż graniczna, policja, TOPR, schroniska zorganizowali w całym rejonie akcję. Udało się namierzyć turystę w Dolinie Pięciu Stawów. TPN oddał sprawę do sądu.

Podobny przypadek zdarzył się jednemu ze strażników TPN.

– W rejonie Kasprowego Wierchu nasz strażnik zwrócił uwagę narciarzowi, który jeździł poza trasą. Ten powiedział, że z takimi „bucami” nie będzie rozmawiał i popchnął strażnika z taką siłą, że ten się przewrócił – mówi dyrektor Skawiński.

TPN również oddał sprawę do sądu. Niestety, turyści coraz częściej zasiadają na ławie oskarżonych. Dyrekcja TPN zapowiada, że nie będzie żadnej taryfy ulgowej i wszelkie przejawy wandalizmu, chamstwa, napaści zarówno fizycznych, jak i słownych na szlakach będą kierowane do sądu. Informowane będą także o tym media, aby nagłaśniały tego typu negatywne zachowania w górach.

– Nasz zawód był zawsze niebezpieczny – podkreśla Krzysztof Cudzich, leśniczy w Morskim Oku. – Pracuję 18 lat i trochę się nazbierało różnego rodzaju spraw z turystami. Byłem pobity, próbowano mi podpalić leśniczówkę, dochodziło do rękoczynów. Ale muszę przyznać, że z roku na rok jest gorzej. Turyści myślą, że jak mamy w Polsce demokrację, to im wszystko wolno, także w Tatrach.

Cudzich żałuje, że 3 lata temu strażnikom zakazano nosić rewolwery, bo choć ich nie używali, jednak czuli się bezpieczniej.

Halina Kraczyńska

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2007/12/20