U toprowców bez zmian
11.01.2008
Polscy turyści wędrujący po stronie słowackiej Tatr nie będą mogli wzywać ani polskich ratowników, ani śmigłowca. Nadal będą musieli korzystać z pomocy Horskiej Służby i płacić za to. Nie będzie konkurencji między polskimi a słowackimi ratownikami.
Pod koniec grudnia ubiegłego roku Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe zostało wezwane na Słowację w rejon Kończystej do ciężko rannego słowackiego alpinisty, który spadł kilkaset metrów. Polski śmigłowiec przetransportował poszkodowanego do szpitala w Starym Smokowcu.
– Wyruszyliśmy z pomocą nie dlatego, że teraz jesteśmy w strefie Schengen i nie ma już granic między Polską a Słowacją – wyjaśnia naczelnik Marasek. – Słowak doznał poważnych urazów zagrażających życiu, a niesprzyjające warunki atmosferyczne nie pozwoliły użyć słowackiego śmigłowca z Popradu. Słowacy więc, zgodnie z obowiązującym porozumieniem o współpracy między naszym Pogotowiem a Horską Służbą, poprosili nas o pomoc: o śmigłowiec „Sokół” wraz z załogą.
Porozumienie o współpracy między Tatrzańskim Ochotniczym Pogotowiem Ratunkowym a słowacką Horską Służbą istnieje już od trzech lat. W jego ramach ratownicy z obydwu stron Tatr odbywają wspólne szkolenia, dzielą się doświadczeniami i informacjami, prowadzą wspólne działania w górach, raz nawet wystąpili ze wspólnym projektem do unijnego programu Interreg III. I pomagają sobie nawzajem, gdy zajdzie taka potrzeba, tak było np. podczas akcji nad Czarnym Stawem, gdy lawina zasypała licealistów z Tychów.
– To pomaganie sobie nie jest znowu takie nagminne, raptem kilka akcji w ciągu roku – zaznacza naczelnik Marasek. – Jak my nie mieliśmy śmigłowca, to prosiliśmy Słowaków, a gdy nam było łatwiej gdzieś dolecieć, to lecieliśmy my. Czasem też działamy na zasadzie uzupełniania się: oni są wyspecjalizowani w jednej dziedzinie, my w innej. Gdy dochodzi do wypadków przy granicy, zarówno startują Słowacy, jak i nasi ratownicy.
Teraz w strefie Schengen będzie tak samo. Choć zapewne polscy turyści woleliby pomoc ze strony TOPR, bo jest ona jak na razie bezpłatna. Za pomoc Horskiej Służby trzeba płacić, i to sporo.
– Schengen nic u nas nie zmienia – tłumaczy naczelnik Marasek. – Już wcześniej po powiadomieniu straży granicznej przekraczaliśmy granicę, również śmigłowcem, i nie było z tym żadnego problemu.
Teraz różnica będzie taka, że nie musimy już informować pograniczników. Jednak nawet w strefie Schengen ratownicy będą działać tylko w ramach porozumienia z Horską Służbą. Do akcji na terenie słowackich Tatr przystąpią wtedy, gdy zostaną o to poproszeni lub takie będą wspólne uzgodnienia.
– Absolutnie nie będzie tak, że gdy turysta z Polski dozna obrażeń po słowackiej stronie, będzie mógł wezwać ratowników TOPR czy śmigłowiec „Sokół” – podkreśla Marasek. Do poszkodowanego turysty z Polski w Tatrach słowackich przyleci słowacki helikopter z ratownikami z Horskiej Służby, którzy zawiozą go do jednego ze szpitali na Słowacji. Jeżeli nie będzie miał odpowiedniego ubezpieczenia (obejmującego koszty akcji wraz z użyciem śmigłowca), zapłaci za ratunek, i to słono.
HALINA KRACZYŃSKA
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/01/11

