Minęło pięć lat od katastrofy pod Rysami
29.01.2008
Kilka lat później sąd uznał winnym wypadku nauczyciela geografii, który zorganizował zimową wyprawę na Rysy.
Bliscy ofiar nie chcą wracać do tragicznych wydarzeń, podobnie ratownicy TOPR. W zamian za to dziś w tyskim liceum zorganizowane będzie spotkanie uczniów z ratownikami Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego i z pracownikami Tatrzańskiego Parku Narodowego.
Przypomnijmy, 28 stycznia 2003 roku pod Rysami lawina zasypała 13–osobową wycieczkę – jedenastu licealistów i dwóch opiekunów. Licealiści wpadli do Czarnego Stawu. Kroniki TOPR nie odnotowały tragiczniejszej w skutkach lawiny w historii polskich Tatr. W akcji ratunkowej brało udział ponad 50 osób i wszystkie psy lawinowe. Poszukiwania ciał ostatecznie zakończyły się dopiero 17 czerwca, gdy w górach puściły śniegi.
Mimo że od tamtych tragicznych wydarzeń minęło już pięć lat, wciąż wielu osobom trudno zapomnieć koszmar tamtych chwil.
– Wspomnienia zostają – podkreśla Adam Marasek, zastępca naczelnika TOPR, który dziś jedzie do Tychów. – Ale staram się już wyciszać emocje i podchodzić do tego na trzeźwo, żeby móc z tamtych wydarzeń wysnuć jakieś wnioski. Na spotkaniu nie zamierzamy szczególnie wracać do tragedii. Chcemy natomiast mówić o bezpieczeństwie. Powiedzieć, jak się zachowywać w górach, jak się przygotować do wycieczki.
Ratownicy mówią, że trudno jest ocenić czy turyści wybierający się zimą w Tatry wyciągnęli z wydarzeń pod Rysami jakieś wnioski. Przez pierwsze dwa lata po wypadku obserwowano zmniejszenie ruchu zimą. Teraz znów sporo ludzi chodzi po Tatrach. Pozostaje pytanie: czy turyści stali się ostrożniejsi i potrafią właściwie oceniać zagrożenie lawinowe.
– Często zwracamy ludziom uwagę – mówi Stanisława Giewont, gaździna z Kuźnic. – Mówimy, że w Tatrach jest źle, żeby nie szli. Ganimy, że idą w półbutach. Ale oni często nic sobie nie robią z naszych rad.
Przemysław Bolechowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/01/29

