Spacerem na Kondratową
01.02.2008
Ferie to doskonały czas na spacery. Dzisiaj proponuję wypad na Halę Kondratową. Tę wycieczkę warto sobie zaplanować na cały dzień, bo na szlaku będziemy trochę kluczyć. Oczywiście musimy dojechać do Zakopanego, a jak już tam będziemy, trzeba się dostać do Kuźnic. Może to być miejskim autobusem, może być busem, możemy wybrać też inny wariant. Maszerujemy na piechotę. Wszystko jest dozwolone, i wszystko zależy od naszej kondycji. Tym najbardziej leniwym podpowiadam, że nie dość, że dojadą do Kuźnic autobusem, to jeszcze z Kuźnic na Kalatówki mogą wyjechać, albo furką, albo saniami. Wszystko zależy od pogody.
Gdy już będziemy w Kuźnicach, kierujemy się w stronę szlaku prowadzącego na Kalatówki. Idziemy sobie spokojnie. Podziwiamy nowe wagoniki kolejki na Kasprowy Wierch i zwracamy uwagę na narciarzy zjeżdżających tutaj z Kotła Goryczkowego. Po ok. 15-20 minutach marszu stajemy przed pustelnią świętego brata Alberta.
Pustelnię na Kalatówkach z kaplicą Świętego Krzyża, zaczęto wznosić wiosną1898 r. Budowali ją bracia albertyni, z pomocą górali, a w projekcie prawdopodobnie pomagał Stanisław Witkiewicz. Po czterech latach bracia zbudowali na zboczu Krokwi drugą pustelnię dla siebie, a dotychczasową przekazali siostrom albertynkom. Miało to miejsce12 sierpnia 1902 r. Pustelnia odznacza się surowością stylu oraz franciszkańską prostotą. Nad ołtarzem w kaplicy znajduje się zabytkowy krucyfiks – dzieło nieznanego artysty. Poniżej kaplicy brat Albert zbudował mały domek. Jest w nim mała celka z drewnianym łóżkiem, w której mieszkał właśnie brat Albert. Teraz w chatce znajdują się relikwie brata Alberta i Izba jego Pamięci. Można też zaopatrzyć się w książki, obrazki, kartki pocztowe.
Po krótkiej wizycie u sióstr albertynek, proponuję wspinaczkę szlakiem żółtym do braci albertynów. Ale tutaj jedna uwaga. Można tam iść, gdy szlak nie jest śliski lub gdy nie ma zadymki śnieżnej. Po wyjściu na górę zobaczymy wspaniałe widoki, piękne panoramy i otoczy nas niesamowita cisza tego miejsca.
Po ostrożnym zejściu na pierwotny szlak, spokojnie możemy sobie tupać aż do schroniska na Kondratowej. Oczywiście mijamy Hotel Górski na Kalatówkach (możemy tutaj zaglądnąć w drodze powrotnej na pyszny ciepły strudel z jabłkami) i wchodzimy w las. Teraz zimą radzę uważać, bo na ścieżce w lesie może być momentami bardzo ślisko.
Droga mija nam błyskawicznie, a przed nami jawi się schronisko w całej okazałości przytulone do stóp Giewontu. Bez względu na pogodę zawsze tutaj można spotkać grupki ludzi, którzy, albo siedzą w środku, albo siadają na drewnianym tarasie, aby napawać się przepięknym widokiem otaczających nas szczytów. Po zjedzeniu szarlotki i wypiciu herbaty z sokiem malinowym ruszamy w drogę powrotną.
Trzeba pamiętać, że jest to jeszcze taka pora, kiedy wcześnie zapada zmierzch, więc ok. 15 powinniśmy być w Kuźnicach, aby spokojnie dotrzeć do domu. To taki spacer relaksujący dla rozruszania kości po siedzeniu za biurkiem czy przed wyruszeniem na narciarskie stoki.
Danuta Górszczyk
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/02/01

