Na Evereście jest za tłoczno
25.04.2008
Na początku naszej rozmowy proszę powiedzieć, jakie są Państwa plany?
Ryszard Gajewski: Za rok, w 2009 roku, Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe będzie obchodzić dokładnie setną rocznicę powstania. I stąd nasz plan, aby jednym z punktów obchodów jubileuszu była wyprawa ratowników w Himalaje. Szukaliśmy szczytu poważnego, ale i aby wyprawa nie była jednak ekstremalnie niebezpieczna. Wybór padł na Dhaulagiri w Himalajach. Chcemy wejść drogą, która prowadzi granią północno–wschodnią i nazywana jest szwajcarską drogą. Wyprawa ma wyruszyć 2 kwietnia i potrwa według założeń do 19 maja.
Były jakieś konkretne powody, że wybór padł akurat na ten szczyt?
Wybraliśmy go m.in. dlatego, że zdobył go pierwszy Polak w Himalajach Jerzy Hajdukiewicz – pierwszy lekarz TOPR. On jako pierwszy brał udział w wyprawie w Himalaje. To osoba, która bardzo się zasłużyła dla pogotowia górskiego. To dzięki niemu w pogotowiu pojawiały się nowinki z Zachodu, z którym miał ścisły kontakt. Pogotowie się unowocześniało. Oczywiście mieliśmy wybór, bo ośmiotysięczników jest czternaście. Ale np. na Mount Evereście jest już tłok prawie, taki jak na Krupówkach.
Która to jest Pana wyprawa w Himalaje?
Ósma chyba. Ale Maćka Pawlikowskiego, który będzie razem z nami, na pewno nie dogonię – ma ich na swoim koncie bodajże szesnaście.
Czy w plecaku himalaisty jest miejsce na szampana, aby świętować na szczycie zwycięstwo?
Nie, jeśli już szampan, to w bazie... A na szczycie, to mogę powiedzieć z własnych doświadczeń, więcej czasu się nie spędza jak jakiś kwadrans. Trzeba zrobić pamiątkowe zdjęcia, żeby zaznaczyć swoje wejście. I potem szybko należy zejść w dół. Jeśli chodzi o przyszłoroczną wyprawę, na pewno na szczycie zatkniemy polską flagę, jak i flagę TOPR–u, skoro idziemy z okazji jubileuszu. Oczywiście flagę się potem z sobą zabiera. Choć są tacy, którzy ją zostawiają. Koreańczycy zostawiają. Mam np. flagę, jaką zalazłem na szczycie Manaslu. Wziąłem ją jako dowód zdobycia szczytu.
Czy na szczyt zawsze wchodzą wszyscy uczestnicy wyprawy?
Osobiście bardzo bym chciał, aby stopę na szczycie postawili wszyscy. Ale statystycznie rzecz biorąc, dzieje się tak bardzo rzadko. Ktoś przecież może czuć się gorzej, ktoś może zachorować. Tutaj zdarzają się naprawdę rożne sytuacje. Zależy nam oczywiście, aby weszli wszyscy. Na dodatek w naszej wyprawie biorą udział sami alpiniści, ratownicy TOPR–u, czyli ludzie obeznani z górami i z dobrą kondycją. To zwiększa nasze szanse.
Niektóre ekipy używają tlenu. Jak będzie w waszym przypadku?
Nasza wyprawa będzie korzystać z tlenu, ale tylko medycznego. Nie będzie więc tlen używany do spania ani do chodzenia. My traktujemy to jako sztuczne ułatwienie. Tlenu powinno się używać tylko na tych, powiedzmy, wyższych ośmiotysięcznikach. Tutaj zaś będziemy mieć tylko z sobą w każdym namiocie butle medyczne na wypadek, gdyby coś się stało.
Ważna jest aklimatyzacja. Z czym himalaista musi się zmagać podczas wyprawy?
Na pewno ze śniegiem. Trzeba torować, a to kosztuje naprawdę sporo wysiłku. Sama aklimatyzacja to dość bolesny proces. Oczywiście, można to nieco opanować medykamentami, ale ja uważam, że lepiej to robić „na żywca”. Lepiej się przemęczyć. A tam w górach każde wejście do kolejnego obozu to droga przez mękę. Robi się to bardzo powoli i metodycznie. To jest pewien cykl – idziemy do „jedynki”, wracamy, śpimy itd. Potem do „dwójki”. Trzeba tego przestrzegać, bo odstępstwa najczęściej tragicznie się kończą. Aklimatyzacja nie może być za szybka. Każdy organizm przystosowuje się do indywidualnej prędkości. To walka z bólem głowy czy nawet wymiotami, sennością i zniechęceniem. Czasami dochodzi nawet do obrzęku płuc. Tam jeden drugiego musi pilnować. Ale przy dobrym prowadzeniu i dobrym treningu wszystko powinno być w porządku.
Wyprawa zależy jednak od pieniędzy. Każdy z ratowników potrzebuje około 27 tysięcy złotych. Teraz wszystko zależy od sponsorów. TOPR–owcy mają jednak nadzieję, że za rok z ośmiotysięcznika przez telefon satelitarny będą zdawać relacje ze swojej wyprawy.
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/04/25

