Alarm ekologów! Nowa kolejka szkodzi Tatrom
29.04.2008
Głównym winnym tego stanu rzeczy jest – ich zdaniem – zmodernizowana kolejka linowa na Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.). Polskie Koleje Linowe odpierają zarzuty – najnowsze dane są jednak nieubłagane. Tylko od grudnia minionego roku do marca br. na popularny tatrzański szczyt wjechało prawie dwa razy tyle osób ile w poprzednim sezonie zimowym.
Dyrekcja Tatrzańskiego Parku Narodowego przedstawiła pierwsze podsumowania ruchu turystycznego na Kasprowym Wierchu po otwarciu odnowionej kolejki. Od grudnia ubiegłego roku zamiast 180 osób na godzinę wagoniki zabierają na Kasprowy aż 360 turystów.
– Od grudnia 2006 do marca 2007 r. stare wagoniki wwiozły 104 tys. 47 osób. W analogicznym okresie nowe – 182 tysiące 938 osób. To wzrost o 75,8 proc. – przyznaje Stanisław Czubernat, wicedyrektor TPN. Ekolodzy nie kryją oburzenia tym turystycznym przeludnieniem Tatr. Tym bardziej że od samego początku protestowali przeciwko zwiększeniu przepustowości kolejki na Kasprowy Wierch.
– To skandal. Teraz widać, że mieliśmy rację. 80 tys. ludzi więcej w rezerwacie biosfery UNESCO to klęska dla przyrody – przekonuje Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.
Mówi wprost, że turystów i narciarzy jest w tym rejonie gór po prostu za dużo. Według niego narciarze niszczą kosodrzewinę; szkodzą też świstakom i kozicom żyjącym w rejonie Kasprowego. –Narciarze jeżdżą niemal po głowach świstaków. Stres spowodowany obecnością ludzi wpływa na zmniejszenie populacji zwierząt – tłumaczy Ślusarczyk. Zauważa, że na początku procesu degradacji zagrożona populacja zwierząt jeszcze się jakoś broni, ale jeżeli nie wyeliminuje się czynnika stresującego, jakim jest kolejka PKL i rosnąca masa turystów, to dojdzie do momentu krytycznego, w którym liczba chronionych gatunków zacznie gwałtownie spadać.
Ekolog uważa, że negatywny wpływ na przyrodę w związku ze zwiększeniem przepustowości kolejki da o sobie poważnie znać dopiero za kilka lat.
Włodzimierz Janusik z Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego dodaje, że jest szansa, iż przyroda nie zostanie zniszczona, jeśli w wyższe partie gór nie będą wędrowali turyści amatorzy.
– Niech oni wybierają się raczej na wycieczkę do Morskiego Oka czy Doliny Kościeliskiej, gdzie większej szkody nie robią w przyrodzie, ale na Kasprowy nie powinni wjeżdżać! – radzi. Przyznaje, że nie chciałby, aby w naszych małych Tatrach było tak jak we włoskich Alpach, gdzie na każdy szczyt wjeżdża kolejka, a szczyty są po prostu rozdeptane.
– Zresztą tam już powoli likwiduje się takie kolejki, bo zrozumiano, że to prowadzi do całkowitego zniszczenia środowiska naturalnego dla wielu gatunków zwierząt – opowiada Janusik.
Dyrektor TPN Paweł Skawiński mówi, że nie demonizowałby aż tak bardzo podanych wyników frekwencji na Kasprowym, bo po jednym sezonie zimowym niewiele jeszcze można powiedzieć o tendencjach. Według niego, w tym roku mógł zadziałać efekt nowości.
– Z naszych obserwacji wynika, że większość, bo 60 proc. pasażerów kolejki, wwiezionych w ciągu tych czterech miesięcy, to turyści, którzy zaraz zjeżdżali z Kasprowego – wyjaśnia dyrektor TPN.
Narciarze stanowili 40 proc. z nich, a w ostatnim czasie tylko 10 proc. I większość poruszała się po dozwolonych szlakach.
Prezes Polskich Kolei Linowych Andrzej Laszczyk nie wierzy w przedstawione przez TPN dane i dziwi się, że na szczyt wjechało aż o 80 tys. więcej turystów. Nie rozumie też, w jaki sposób TPN dokonał swoich obliczeń turystów, którzy wjechali na szczyt Kasprowego. Podkreśla, że wszelkie ekspertyzy, które zostały wykonane przed modernizacją kolejki, dowiodły, iż przyroda nie jest zagrożona zwiększeniem przepustowości do 360 osób na godzinę.
Halina Kraczyńska, Łukasz Bobek
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/04/29

