Popisane szczyty Tatr
09.05.2008
Zostawianie swego autografu lub znaku świadczącego o naszej bytności w jakimś miejscu było od zawsze. Ta „tradycja” nie omija również Tatr.
– Podpisywanie się turystów w górach było od prawieków – tłumaczy Jarosław Rabiasz, komendant Straży Ochrony Parku w Tatrzańskim Parku Narodowego. Najstarszy taki napis pochodzi z 1864 r. Natomiast najstarszy w całych Tatrach, z roku 1452, znajduje się w Jaskini Jasovskiej w Tatrach Niskich na Słowacji.
Zawsze bowiem, jak mówią parkowcy, znajdą się tacy, którzy swój autograf zostawić muszą, nawet jeżeli jest to teren chroniony. Zmienia się jedynie technika napisów w Tatrach. – Kiedyś to było dłutko do wyrycia w drzewie napisu, teraz są to flamastry, rzadko spray, farba, najczęściej... kamienie – wyjaśnia Rabiasz.
Do Tatr, niestety, zaczęło wchodzić, na szczęście sporadycznie, graffiti. Grafficiarze pomalowali budkę biletową przy wejściu do Jaworzynki, parę dni temu – tablicę informacyjną w Ośrodku Czynnej Ochrony Gadów i Płazów w Jaszczurówce. Niebieską farbą, najprawdopodobniej jednak nie grafficiarze, ale jakiś inny rodzaj „artystów” wymalował dziwne sporej wielkości symbole na skałach na Kogutkach, gdzie jest zakaz chodzenia.
– Grafficiarze malują u siebie w parkach miejskich, więc myślą, że i w Tatrzańskim Parku Narodowym też mogą to robić, choć tu panują już zupełnie inne przepisy i zwyczaje – podkreśla Marek Pęksa, leśniczy z Morskiego Oka.
Modą, która już jakiś czas temu została przeniesiona z Babiej Góry w Tatry – jest układanie kopczyków kamiennych na szczytach.
– Takich kamiennych kopców najwięcej można spotkać na Krzesanicy – twierdzi Pęksa.
Z kolei na Czerwonych Wierchach aż roi się od najróżniejszych, sporej wielkości, napisów z kamieni.
– Dużo ich po szczytach. Od lat taka dziwna moda panuje. Zmienia to nie tylko krajobraz Tatr, ale najczęściej zbieracze kamieni wychodzą poza szlaki, czego nie wolno robić – zaznacza szef straży parkowej.
Najgorsze jednak, jak twierdzi leśniczy Pęksa, są wszechobecne od jakiegoś czasu naklejki.
– Te przyklejanki są wszędzie, na znakach drogowych, informacyjnych. Niektóre są całe nimi oklejone, co może być niebezpieczne, np. w wysokich partiach gór, gdy zaklejony jest czas dojścia lub inna ważna dla wędrującego w trudnym terenie turysty informacja – wyjaśnia Pęksa.
HALINA KRACZYŃSKA
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/05/09

