Czas zamknąć polskie Tatry dla niedzielnych turystów
13.05.2008
Dlaczego? Bo tłumy ludzi na szlakach nieodwracalnie niszczą tatrzańską przyrodę. Tylko drogą do Morskiego Oka w ciągu czterech majowych dni przeszło 30 tys. osób. Do Doliny Kościeliskiej weszło 17 tys.
A gdyby nie fatalna pogoda, turystów byłoby znacznie więcej. W lecie gigantyczne kolejki ustawiają się również pod Giewontem i aby wejść na szczyt, trzeba czasami odczekać kilka godzin.
– Niepokoi nas wzrastający ruch turystyczny w Tatrach. I może nadszedł czas, aby głośno powiedzieć, że mamy problem – mówi Paweł Skawiński, dyrektor TPN. – Trzeba pomyśleć nad ograniczeniem liczby turystów. Nikt nie ma wątpliwości, że należy limitować osoby odwiedzające krakowski Wawel. A Tatry to też dobro narodowe – dodaje.
Największym problemem byłoby jednak ustalenie, ile osób może wejść na szlak. Według ekspertów TPN, nie da się ściśle policzyć, jaka jest „turystyczna chłonność” danego rejonu polskich gór. – Dlatego dobrym wyjściem byłoby czasowe zamykanie niektórych szlaków. Każdy potrzebuje odpoczynku, przyroda również – mówi Skawiński.
Przyrodnikom chodzi przede wszystkim o drogę do Morskiego Oka i Dolinę Kościeliską. Tymi łatwymi trasami wędrują niedzielni turyści i dokonują spustoszeń. Śmiecą, gdzie popadnie, wiosną depczą i zrywają krokusy, krzyczą i płoszą zwierzęta. Ludzie gór sceptycznie podchodzą jednak do pomysłu TPN.
– Jestem przeciwny jakimkolwiek zakazom administracyjnym – podkreśla Władysław Cywiński, ratownik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego i przewodnik. – Uważam, że po prostu nie należy ułatwiać turystom dostania się w Tatry. Wtedy będą chodzić po nich ludzie, którzy potrafią je uszanować.
Co to znaczy? Zdaniem Cywińskiego, wystarczyłoby ograniczyć dojazd do Kuźnic czy do polany Palenicy przed Morskim Okiem, aby w góry poszli tylko przygotowani do wycieczek miłośnicy przyrody, a nie mieszczuchy w trampkach.
Mieszkańcy Podtatrza, którzy żyją z turystów, oczywiście są przeciwko jakimkolwiek ograniczeniom. – Ach, ci ekolodzy – wygraża pięścią Maria Tylkowa z Zakopanego. – Chcieliby ogrodzić Tatry i chodzić sobie tam sami. Jeśli turysta odejdzie z kwitkiem od szlabanu, to już do nas nie przyjedzie.
Przemysław Bolechowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/05/13

