Śmigłowiec TOPR nie poleci w słowackie Tatry
18.06.2008
Na ratunek przyjdzie im słowacka Horska Służba. Jeżeli turysta nie będzie miał wykupionego ubezpieczenia, zapłaci za akcję ratowniczą Słowakom. Ile? Nawet kilkanaście tysięcy złotych.
Słowacy boją się, że polscy turyści wędrujący po Tatrach Słowackich mogą zacząć „kombinować”. I zamiast ich śmigłowca, będą wzywać „Sokoła” TOPR-u, by uniknąć sięgania do portfela. Nasi południowi sąsiedzi nie mają dobrych doświadczeń z polskimi turystami. Wciągu ostatnich trzech lat słowaccy ratownicy udzielili w swoich górach pomocy ok. 30 polskim obywatelom. Polacy byli transportowani śmigłowcem do szpitali. – Większość z nich nie posiadała ubezpieczenia – mówi Pavol Sveton, rzecznik prasowy słowackiego lotniczego pogotowia ratunkowego.
Zwykłe ubezpieczenie górskie kosztuje zaledwie 2 zł za jeden dzień. Obejmuje akcję ratunkową w górach i transport śmigłowcem do szpitala. Okazuje się jednak, że 2 zł to zbyt wiele. Polscy turyści i narciarze winni są słowackiemu pogotowiu lotniczemu ponad 2,5 mln koron słowackich, czyli prawie 83 tys. zł za akcje z udziałem śmigłowca. Nic więc dziwnego, że Słowacy obawiają się naszych rodaków i ich umiejętności w unikaniu kosztów. – Owszem, nasi turyści mogą zacząć kombinować, ale nic im to nie da – mówi Henryk Serda, pilot śmigłowca TOPR. – W myśl porozumienia z Horską Służbą, jeżeli do wypadku dojdzie po stronie słowackiej, to nieważne, jakiej narodowości jest poszkodowany. Leci do niego słowacki śmigłowiec. Nawet jeżeli ranny polski turysta leżałby metr od granicy i zadzwoniłby z prośbą o ratunek do TOPR.
Takie same reguły obowiązują po naszej stronie. Turystom w polskich Tatrach na ratunek leci TOPR. I nawet jeżeli jest to Słowak, za pomoc nie płaci.
Halina Kraczyńska
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/06/18

