Zakopane — portal z-ne.pl

Nie poszli na Słowację

30.06.2008

Ruch graniczny w Tatrach jest, przynajmniej na razie, minimalny. Prawdziwym jednak egzaminem będą najbliższe dwa miesiące wakacji. Przyrodnicy z obu stron granicy bacznie obserwują, co dzieje się na szlakach. Przynajmniej na razie potwierdza się powiedzenie, że „strach ma wielkie oczy”... Prawie nie ma polskich turystów, którzy przekraczając granicę idą w słowackie Tatry.

– Ma to swoje uzasadnienie – podkreśla Marek Pęksa, główny specjalista ds. ochrony przyrody Tatrzańskiego Parku Narodowego. – Po słowackiej stronie, w najbliższej odległości od granicy, nie ma żadnych obiektów. Tutaj infrastruktura turystyczna jest praktycznie żadna. Żeby dojść do jakiegoś schroniska, trzeba sobie zarezerwować sporą część dnia. Jedynym wyjściem jest przejście na słowacką stronę i powrót stamtąd np. autobusem.

Oczywiście, jak podkreślają przyrodnicy, ten ruch zapewne nieco się zwiększy. Każda nowość na początku przyciąga, ale później sytuacja powinna się unormować.

– Na razie mieliśmy w Tatrach przede wszystkim wycieczki szkolne – podkreśla Marek Pęksa. – A to nie jest ten typ turysty, który planuje dalekie i często wyczerpujące wycieczki na stronę słowacką. Prawdziwą chwilą prawdy będą więc najbliższe dwa miesiące.

– Przypominam wszystkim, że granicę w Tatrach możemy przekraczać jedynie tam, gdzie polskie i słowackie szlaki się łączą – podkreśla Pęksa. – Zarówno w polskim TPN jak i słowackim TANAP-ie można poruszać się jedynie po szlakach. Błędne jest myślenie, że teraz można chodzić, gdzie się chce.

Miłośnikom przekraczania granicy w Tatrach przypominamy, że udostępnione zostało przejście z Bobrowieckiej Przełęczy do żółtego szlaku prowadzącego z Doliny Chochołowskiej na Grzesia.

Przemysław Bolechowski

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/06/30