Idź przez Świstówkę!
02.07.2008
Najlepiej wyjść wcześnie rano, bo często w Tatrach po południu pogoda się zmienia na gorszą, a latem grożą nam burze. Poza tym rano mniej ludzi wędruje po szlakach imamy szansę pobyć trochę sami, by na przykład pokontemplować przyrodę...
Choć po drodze mijamy aż cztery punkty, gdzie możemy kupić coś do jedzenia, warto jednak wziąć coś do swojego plecaka, np. kanapkę i czekoladę, no i koniecznie butelkę wody. W upały – najlepiej dużą!
Wyruszamy z Palenicy Białczańskiej, do której dowiezie nas bus. Po pół godzinie marszu asfaltem, zaczynają się wertepy tatrzańskiego lasu, które tylko w dobrych butach z usztywnioną kostką możemy bezpiecznie pokonać. Jest trochę pod górkę, więc mamy zapewnioną małą rozgrzewkę. Roztoka trudna nie jest, godzina i jesteśmy przy Wielkiej Siklawie, najpiękniejszym i największym wodospadzie. Nawet na ścieżce poczujemy lekką bryzę, prawie że morską. Koniecznie trzeba sobie na tle Siklawy zrobić zdjęcie!
Po kolejnej godzinie pięcia się po górę, naszym oczom ukazuje się... schronisko w Pięciu Stawach. Oczywiście, dostrzegamy też stawy, w których odbijają się szczyt jeszcze w niektórych miejscach ośnieżone, ale najbardziej chyba cieszy nas widok dymiącego komina w schronisku. Znak, że coś gotują. Gulasz z kaszą, obowiązkowa (najlepsza w świecie!) szarlotka, herbata w cytryną i można ruszać dalej.
Znowu czeka wędrówka pod górę, „styrmanie” – jak mówią górale. Dopiero gdy podejdziemy wyżej, widać w całej krasie piękno wszystkich pięciu stawów i całą dolinę, w dali – Krzyżne, Kozi Wierch, Szpiglasową i Zakopane... i ogrom Tatr. Warto powąchać też przy okazji tatrzańskie kwiaty, których teraz kwitnie obfitość. Mały odpoczynek i łyk wody pod Świstową Czubą (1763 m npm) i zaczyna się schodzenie w dół, do Morskiego Oka. Ścieżka pnie się wśród brzóz, jodeł, kosodrzewiny, nie ruszonych przez człowieka wiatrołomów. A w dole przed nami mahoniowe o tej porze dnia Morskie Oko. I ośnieżone Rysy. A potem już tylko godzina marszu asfaltem. Jeżeli nie zjemy czegoś w schronisku, do Palenicy oddalonej o 9 kilometrów możemy nie dojść.
Halina Kraczyńska
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/07/02

