Zjeść osiem szarlotek i przejść całe Tatry
03.07.2008
Tak, tak – szarlotek. Szlak ten wymyślił i przeszedł jako pierwszy Kuba Terakowski, a ja pokonałam go rok po nim. Wspaniała zabawa, zwłaszcza że jest połączona z konsumpcją słodkości. Trasa długa – zatem nie marudźmy i w drogę.
Pogoda mi sprzyja. Godz. 5.46, schronisko w Chochołowskiej – na wczesne śniadanie szarlotka chochołowska i gorąca herbata. Plecak na plecy i w drogę. Do następnej szarlotki droga wiedzie przez Przełęcz Iwaniacką. Ok. godz. 7 pałaszuję smakołyk ornaczański.
Nie ma czasu na oddech, bo przede mną długa droga przez Dolinę Kościeliską, Przysłop Miętusi, dolinę Małej Łąki, Przełęcz Kondracką na Kondratową. Po 3 godz. forsownego marszu smakuję szarlotkę kondracką. Posiedziałabym tu jeszcze, bo ubóstwiam to schronisko i godzinami mogę wpatrywać się w okoliczne szczyty, ale trudno. Wybrałam dzisiaj inny wariant, więc nie czas na kontemplację.
Teraz szybko w dół przez dolinę Bystrej i po kwadransie zajadam się kolejną porcją słodkości. To kalacki strudel jabłkowy na gorąco. Przy upale koniecznie z gałką pysznych lodów śmietankowych.
Droga jeszcze daleka, więc znowu plecak i na trasę. Teraz przez Jaworzynkę na Gąsienicową. Około godz. 13 konsumuję szarlotkę gąsienicową. Muszę pokonać najtrudniejsze miejsce na moim szlaku. Przez Zawrat po ok. 3 godz. docieram do Doliny Pięciu Stawów Polskich na szarlotkę pięciostawiańską. Pychotka – cieplutka, smaczna. Posiedziałoby się, pokontemplowało. A tu znowu na trasę.
Teraz w górę przez Świstówkę – bez podziwiania fantastycznych widoków. Mija godzina, a ja jem przedostatnią szarlotkę – morskooczną. Powoli zapada zmrok. Została droga do ostatniego przysmaku i do ostatniego schroniska. W dół doliną Rybiego Potoku na szarlotkę roztocką. Jest godz. 21. Połykam ostatni kęs i padam ze zmęczenia. Mam w nogach przejście całych Tatr.
Ta trasa jest na pewno ekstremalna, ale spokojnie można ją podzielić na małe kółeczka i też będzie przyjemnie.
Danuta Górszczyk
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/07/03

