Tłumy na szczyt
25.07.2008
Warto więc, planując wycieczkę na ten popularny szczyt, wziąć to pod uwagę, jak i pamiętać, że na szlaku na Giewont obowiązuje ruch jednokierunkowy. W pogodne dni na szczycie Giewontu od samego rana tłok jest prawie jak na zakopiańskich Krupówkach. Tymczasem miejsca tam naprawdę bardzo mało. Czasem jest tak, że trzeba czekać nawet kilkadziesiąt minut w kolejce, aby chwycić się łańcuchów już przy ostatnim podejściu na sam szczyt.
– Przypominamy, że obowiązuje tam ruch jednokierunkowy – mówi Marek Pęksa, główny specjalista ds. ochrony przyrody w Tatrzańskim Parku Narodowym. – Jest kilka takich newralgicznych punktów w Tatrach, gdzie każdy Polak chce być przynajmniej raz w życiu. Jednym z nich jest właśnie Giewont. Podejście na szczyt to teren już skalisty, gdzie dla bezpieczeństwa wchodzących są klamry i łańcuchy. Prawą stroną podchodzi się na Giewont, a drugą schodzi. Gdyby nie było takich regulacji, to ludzi mogliby się postrącać ze szlaku.
Często bywa też tak, że TPN w czasie, gdy ruch turystyczny na Giewont jest największy, wprowadza specjalne dyżury pracowników, tak aby maksymalnie usprawnić ruch i zapewnić bezpieczeństwo tym, którzy chcą wejść pod krzyż. Nerwowe oczekiwanie w kolejce w samym sercu Tatr, gdzie nikt by się nie spodziewał tłoku, rodzi napięcie. Ludziom czekającym na wejście wysiadają nerwy i dochodzi do kłótni i swarów.
– Dlatego też ja nigdy nie chodzę na Giewont, gdy jest pełnia sezonu. To żadna przyjemność najpierw czekać w kolejce, a potem błyskawicznie przejść obok krzyża i od razu schodzić w dół. Zawsze więc wybieram się w góry na przykład w maju. Wtedy bez żadnych problemów można przy krzyżu spocząć i podziwiać wspaniały widok – mówi nam Marcin Kowalski, turysta spod Krakowa.
Turystom przypominamy, że wyjątkowo niebezpiecznie jest podczas burzy na szczycie Giewontu. Stalowa konstrukcja krzyża przyciąga pioruny. Wielokrotnie zdarzały się tu wypadki śmiertelnego porażenia. TOPR apeluje do turystów, żeby już przy pierwszych symptomach nadciągającej burzy bezwzględnie zejść na dół.
Przemysław Bolechowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/07/25
