Zakopane — portal z-ne.pl

Mietek odszedł za niebiańską grań

14.08.2008

Mietek odszedł za niebiańską grań

Mieczysław Kołodziejczyk urodził się 8 lipca 1945 roku w Łętowni. Tatry urzekły go już w dzieciństwie. Miał 9 lat, kiedy ojciec zabrał go pierwszy raz w góry. Od 1962 roku uprawiał taternictwo, w tym jaskiniowe. Był we wszystkich większych jaskiniach tatrzańskich, a za granicą we Francji w Gouffre Berger oraz w Apeninach w jaskini Monte Cuco. Ratownikiem tatrzańskim ochotnikiem był od 1964 roku, od roku 1969 zawodowym. Uczestniczył prawie w 500 wyprawach ratunkowych w Tatrach, często jako ich kierownik. W latach 1979-1983 był szefem wyszkolenia ówczesnej Grupy Tatrzańskiej GOPR, a później od 1991 roku szefem wyszkolenia TOPR. W latach 1981-1983 pełnił funkcję zastępcy naczelnika Grupy Tatrzańskiej GOPR.

Mieczysław Kołodziejczyk był jedną z najważniejszych postaci ratownictwa tatrzańskiego ostatnich kilkudziesięciu lat, pełnił funkcję starszego instruktora ratownictwa TOPR, był również przewodnikiem psa lawinowego. Brał m.in. udział ze swoim sznaucerem w akcji pod Rysami w 2003 roku, kiedy to pod śniegiem zginęło ośmiu licealistów z Tychów.

Ratownik Mietek mógł godzinami opowiadać o swojej pracy ratownika górskiego. Była jego pasją i wielką życiową przygodą. – Kiedy patrzę na jakiś szczyt, to od razu przypominam sobie, że byłem tu na takiej i takiej akcji – wspominał w jednym z reportaży. – A kiedy będąc na emeryturze słyszę, że leci śmigłowiec do akcji, to aż w sercu żal, że nie mogę brać w tym już udziału.

Przez kilka lat Mieczysław Kołodziejczyk walczył z ciężką chorobą. – Tyle lat byłem aktywny i chodziłem po górach – mówił. – Zimą z kolei jeździłem na nartach, a choroba spowodowała, że to już jest niemożliwe. W roku 1999 w uznaniu zasług dla ratownictwa tatrzańskiego odznaczony został Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Mieczysław Kołodziejczyk również malował na szkle. Jak sam kiedyś żartował, „malowania uczył się na słupach”. – Pomalowałem wszystkie maszty i słupy w Warszawie u Michała Jagiełły, a ten z wdzięczności zorganizował mi wystawę w Bibliotece Narodowej. Sam o sobie skromnie mówił, że jak potrafi, tak maluje. Teraz nie ma go już wśród nas, ale w naszej pamięci pozostanie na zawsze.

Przemysław Bolechowski

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/08/14