Cepry skarżą się na muchy w Tatrach
03.09.2008
Niedawno Stanisław Remuszko, niezależny dziennikarz z Warszawy, zgłosił w prokuraturze, że remont drogi do Morskiego Oka to przestępstwo, bo w razie potrzeby nie dojedzie tam karetka czy straż pożarna. – Idąc tym tokiem rozumowania, trzeba by zamknąć na przykład schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich, do którego dojazdu samochodem nigdy nie było – komentuje dyrektor TPN Paweł Skawiński. – Przecież ratunek w górach zazwyczaj niesie śmigłowiec – dodaje.
Jak się okazuje, to nie jedyna dziwaczna prośba. – Dostaliśmy też list, aby umożliwić „zmęczonym turystom” wzywanie przez telefon samochodów terenowych, które zwoziłyby ich do Zakopanego – opowiada Skawiński.
Górale, słysząc takie propozycje, chwytają się za głowy. – Cepry to by chciały autostradę na Giewont – śmieje się Józef Łukaszczyk z Murzasichla. Okazuje się jednak, że pomysłodawca wożenia turystów samochodami traktował swoją propozycję jak najbardziej poważnie – otrzymawszy odmowę, wyzwał dyrektora TPN na pojedynek. – Na szczęście nie chodziło o broń ostrą – uśmiecha się dyrektor Skawiński. – Ten pan chciał się siłować na rękę.
Oczywiście dyrektor na pojedynek się nie stawił, nie mniej – jako urzędnik państwowy – na wszystkie skargi musi odpowiedzieć. Nawet na te dotyczące przyrody. – Na przykład turystom, którzy skarżą się, że na Czerwonych Wierchach zaatakowały ich muchy, choć wcześniej zapłacili za wstęp do TPN – wylicza Paweł Skawiński. Jeden z miłośników gór napisał nawet skargę, że... w Tatrach rośnie za dużo drzew. Limby i świerki zasłaniają ponoć turystom piękne górskie widoki.
Przemysław Bolechowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/09/03

