Zakopane — portal z-ne.pl

Tatrzańskie szlaki są pełne pułapek

08.09.2008

Tatrzańskie szlaki są pełne pułapek

Najwyższe i najpopularniejsze partie polskich Tatr nie byłyby dostępne dla turystów, gdyby nie zabezpieczenia. Amatorzy górskich wędrówek wspinają się po łańcuchach, klamrach czy drabinkach, idąc na Orlą Perć, Świnicę czy Rysy. Niektóre zabezpieczenia są jednak w fatalnym stanie. Turyści w internecie informują się nawzajem o poluzowanych kotwach i klamrach. Wystarczy jeden nieuważny krok – i leci się w przepaść.

– Gdy byłem na Orlej Perci, zauważyłem, że drabinka w rejonie Zamarłej Turni wymaga wymiany – mówi Zbigniew Kamiński, turysta z Gdańska. – Niektóre obejmy odpadły i konstrukcja jest obluzowana.

Podobne opisy znajdują się na stronach internetowych poświęconych górskim wędrówkom. „Siódma klamra poluzowana, trzynasta – ostatnia – przerdzewiała i upiłowana po lewej stronie” – to opis zejścia z Kozich Czub, zamieszczony na www.gory-szlaki.pl.

W polskich Tatrach łańcuchów, drabinek i klamr jest kilkaset. Za ich stan odpowiada Tatrzański Park Narodowy, ale naprawami zajmuje się TOPR. Generalny przegląd i remont zabezpieczeń przeprowadzono dwa lata temu. TPN zapewnia jednak, że szlaki są ciągle monitorowane. Ratownicy co roku naprawiają kolejne odcinki – stalowe elementy zabezpieczające są niszczone przez pioruny i schodzące często lawiny. – Najczęściej stan łańcuchów kontrolowany jest na Giewoncie – mówi Paweł Skawiński, dyrektor TPN. – To jeden z najpopularniejszych szczytów, a w dodatku często uderzają w niego pioruny i wyrywają kotwy łańcuchów ze skał.

Remonty prowadzone są też w innych miejscach. W tym roku wymieniono m.in. stalową drabinę przy podejściu do Smoczej Jamy w wąwozie Kraków. Nowa jest ze stali nierdzewnej, ze specjalną poręczą. Są też nowe zabezpieczenia w Jaskini Mroźnej. Wymieniono część łańcuchów na Orlej Perci w rejonie Koziej Przełęczy i na podejściu od Zmarzłego Stawu do Zawratu. Podobne prace były prowadzone przy podejściu na Rysy. Wiadomo też, że na wiosnę znowu trzeba będzie wymieniać kotwy w Żlebie Blatona przy wejściu na Świnicę. Tam co roku lawiny niszczą stalowe trzpienie, do których mocowane są łańcuchy.

Niestety, aby wykonać taką naprawę, potrzebny jest specjalistyczny sprzęt, który waży nawet kilkadziesiąt kilogramów. Toprowcy muszą go wnieść na górę na własnych plecach.

– Wiertarka akumulatorowa to podstawa – wylicza Adam Marasek, zastępca naczelnika Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. – Do tego przecinaki i części zamienne. A jeśli wymienia się jakiś łańcuch, to trzeba go potem znieść z gór.

Mimo tych niedogodności toprowcy bez szemrania wykonują niezbędne remonty i naprawy – wszystko dla bezpieczeństwa turystów. Przypominają jednak, że nawet najlepsze zabezpieczenie nie zastąpi ludzkiej przezorności. – Nie pamiętam, aby kiedykolwiek doszło w Tatrach do groźnego wypadku spowodowanego pękniętym łańcuchem czy wyrwaną ze skały klamrą – zaznacza Adam Marasek. Podkreśla, że jeśli zdarza się nieszczęście, to niemal zawsze z powodu nieuwagi turysty.

– Góry są niebezpieczne – stwierdza Marasek. – A że wypadki zdarzają się tam, gdzie są zabezpieczenia? One są montowane w miejscach najbardziej niebezpiecznych.

Wystarczy trochę śniegu, chwila nieuwagi i wypadek gotowy. Złą sławą cieszy się na przykład niebieski szlak na przełęcz Zawrat od strony Hali Gąsienicowej czy rejon Koziej Wyżniej Przełęczy, gdzie w ostatnich latach doszło do kilku śmiertelnych wypadków. Nie były one jednak związane ze złym stanem zabezpieczeń.

– Turyści powinni po prostu bardziej uważać – mówi Adam Marasek. – Zwłaszcza że do łańcucha nie da się przywiązać.

Przemysław Bolechowski

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/09/08