Obserwatorium na Kasprowym Wierchu ma 70 lat
09.09.2008
– Jest coś niezwykłego w siedzeniu w jego kuchni z kubkiem gorącej herbaty i spoglądaniu z góry na tatrzańskie szczyty – mówi Paweł Skawiński, dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego.
– Pomysłodawcą, a zarazem pierwszym kierownikiem obserwatorium był Edward Stenz – opowiada dr Maciej Pinkwart, jeden z najlepszych znawców historii Zakopanego. – Była to pierwsza tego typu placówka naukowa nie tylko w Tatrach, ale także w całych Karpatach Północnych. Tatrzańscy meteorolodzy cieszyli się nią jednak zaledwie dwa lata. Już we wrześniu 1939 roku opuszczone obserwatorium na Kasprowym zostało okradzione i splądrowane. Złodziei na szczęście nie interesowały kosztowne urządzenia pomiarowe. Docenili je za to hitlerowcy – obserwatorium prędko stało się placówką Luftwaffe. Przygotowywało m.in. prognozy pogody dla pilotów wojskowych.
– Zostało otoczone drutem kolczastym – opowiada Apoloniusz Rajwa, przewodnik tatrzański, wieloletni pracownik obserwatorium. – Na szczycie budynku zainstalowano działko przeciwlotnicze i karabiny maszynowe, aby w razie potrzeby ostrzeliwać wrogie samoloty. Gdy Niemcy opuszczali Zakopane na początku 1945 roku, chcieli wysadzić obserwatorium w powietrze. Podłożyli ładunki wybuchowe pod ściany i stalową konstrukcję budynku. Jednak grube mury wytrzymały eksplozję.
Od maja 1945 roku obserwatorium działa nieprzerwanie do chwili obecnej. Z jego budynkiem jest związanych mnóstwo historii i anegdot. Nie obyło się i bez tragicznych wydarzeń. Trzeba pamiętać, że często zdarzało się – i zdarza nadal – że aby dojść do pracy, meteorolodzy musieli wspiąć się na szczyt Kasprowego na piechotę. Jedna z pań zamarzła po drodze. – To było 4 marca 1962 roku – wspomina Apoloniusz Rajwa. – Miałem wtedy dyżur na Kasprowym. Kolejka nie działała, bo bardzo mocno wiało. Około godziny 13 zadzwoniła do mnie Jadwiga Brydówna. Wybierała się do pracy. Radziłem jej, żeby szła przez Goryczkową, ona jednak zdecydowała się iść przez Halę Gąsienicową. Koło godziny 20 zaczęliśmy się niepokoić i wszczęliśmy poszukiwania. Do akcji włączył się również TOPR. Bezskutecznie. Następnego dnia Rajwa sam poszedł szukać koleżanki w kierunku Świnicy. Najpierw natknął się na narty z fokami, a potem, pod samym wierzchołkiem, zobaczył ją samą. Kurczowo trzymała kijki narciarskie. Sprawdziłem jej puls i wiedziałem, że nie żyje – wspomina meteorolog.
Załoga obserwatorium ma jednak także wiele miłych wspomnień. Do dziś tradycją jest, że w sylwestra meteorolodzy zjeżdżają na nartach, z pochodniami w rękach, do schroniska przy Hali Gąsienicowej, aby złożyć jego pracownikom noworoczne życzenia. Jutro oni sami będą obierać życzenia podczas świętowania 70. urodzin placówki.
Przemek Bolechowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/09/09

