Brunatne tatrzańskie łakomczuchy poskromione
19.09.2008
– W tym roku nie mieliśmy zsynantropizowanego misia, czyli takiego, który zatracił naturalny strach przed człowiekiem – chwali się Zbigniew Krzan, wicedyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego. Nawet niedźwiedzica Siwa, która jeszcze w ubiegłym roku pasła się ze swoimi młodymi niedaleko szlaku na Hali Kondratowej, wybrała odosobnienie i głębokie knieje. Tatrzańskie miśki zrobiły się dzikie.
– To niewątpliwie duży sukces naszego parku! – podkreśla dyrektor Krzan. – Pracowało na niego wielu ludzi systematycznie przez kilka lat. Parkowcy zaprzęgli też do tej walki najnowsze wynalazki techniki, np. obrożę z nadajnikiem, która informowała parkowców o miejscu przebywania zwierzęcia. – Nasze kilkuletnie działania przeciwdziałające synatropizacji niedźwiedzi wreszcie przyniosły efekty. Pomogły pastuchy zainstalowane w koło pojemników ze śmieciami, codzienne opróżnianie koszy na śmieci ustawionych przy szlakach oraz odstraszanie niedźwiedzi gumowymi kulami – wymienia Krzan.
W tym roku wielkie tatrzańskie łakomczuchy – które jeszcze kilka lat temu przeszukiwały rów, bo tydzień wcześniej znalazły tam papierek po batoniku – żywią się... borówkami. – Został nam tylko jeden żebrak, lis – śmieje się Krzan. – Jest ich dużo. Niestety, żebrzą w wielu miejscach Tatr.
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/09/19

