Zakopane — portal z-ne.pl

Schronisko nad Morskim Okiem ma już 100 lat

13.10.2008

Schronisko nad Morskim Okiem ma już 100 lat

Charakterystyczny drewniany budynek położony nad stawem jest jednym z symboli Tatr. – To kawał historii, z czego 63 lata to dzieje naszej rodziny – mówi Maria Łapińska, kierowniczka schroniska nad Morskim Okiem. Przyznaje, że wiele osób zazdrości jej mieszkania i pracy w tak pięknym miejscu.

Ale są i minusy takiej lokalizacji – zimy są bardzo ciężkie, bywają kłopoty z dojazdem do schroniska i zaopatrzeniem. – Jednak ja nie narzekam – zapewnia kierowniczka.

W sobotę w schronisku gościła Jego byłych i obecnych pracowników, przyjaciół z Tatrzańskiego Parku Narodowego i TOPR, a także tłum turystów – bywalców Morskiego Oka. Przy szarlotce – Największym przysmaku miejscowej kuchni – do późna w nocy opowiadano sobie historie znad słynnego tatrzańskiego stawu.

Krzysztof Cudzich, leśniczy, Który nad Morskim Okiem pracuje od 20 lat, twierdzi, że najbardziej w pamięć zapadły mu historie ze zwierzętami. – Kiedyś, gdy siadałem wieczorem z żoną do kolacji, zapukały do leśniczówki zakonnice – opowiada. – Zapytały mnie, jak długo jeszcze niedźwiedzie będą szły przed mi, bo one się spieszą na autobus na Palenicy Białczańskiej. Wyszedłem przed leśniczówkę a tam na drodze na zakonnice grzecznie czekają dwa niedźwiadki. Jak się potem okazało, już kilka Kilometrów towarzyszyły siostrom.

Turyści, jak mówią pracownicy Schroniska i Tatrzańskiego Parku Narodowego, bywają bardzo różni. – Widywałem ludzi, którzy trasę do Morskiego Oka pokonywali w klapkach, szpilkach, trampkach czy nawet boso – mówi Cudzich.

Jan Krzysztof, naczelnik TOPR, przypomina jednak, że Morskie Oko, choć prowadzi do niego wygodna, asfaltowa droga, to miejsce położone wysoko w górach. Schronisko w Morskim Oku to m.in. baza wypadowa dla taterników atakujących najtrudniejsze ściany wspinaczkowe czy turystów wybierających się na najwyższy szczyt polskich Tatr – Rysy.

Maria Łapińska chwali się, że Wśród gości schroniska był nawet papież Jan Paweł II. – To było w 1997 roku. Ojciec Święty odwiedził nas niespodziewanie, ale mimo to podejmowaliśmy go jak mogliśmy najlepiej.

Przemysław Bolechowski

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/10/13