Kolejni ratownicy TOPR złożą przysięgę na ręce naczelnika górskiego pogotowia
14.10.2008
Ich praca nie jest łatwa. Przyrzekali, więc muszą iść w góry w każdą pogodę, nawet tę najgorszą, gdy szaleje zamieć, a wkoło schodzą lawiny. Wyruszają na każde wezwanie naczelnika. Rocznie toprowcy uczestniczą w ponad tysiącu akcji i wypraw ratunkowych.
– To powołanie – mówią tatrzańscy ratownicy. Bo raczej nie pracują dla pieniędzy. Te, mimo niebezpiecznej służby, ciągle nie są duże. Jednak ludzi, którzy marzą, by pracować w Pogotowiu – jak podkreśla naczelnik TOPR, Jan Krzysztof – nie brakuje. Obecnie ratowników – zawodowych i ochotników – jest ok. trzystu.
Być toprowcem – to zaszczyt dla młodych ludzi. Chcą podejmować tę służbę, bo chcą służyć innym ludziom. I to im wystarcza.
– Chętnych, by zostać ratownikiem TOPR, zawsze było bardzo dużo – twierdzi naczelnik Krzysztof. – Niestety, nie wszyscy są w stanie spełnić wymagania. Wiele osób nie jest przygotowanych, by poświęcić dwa, trzy lata życia na intensywną pracę. Bo tyle trzeba czasu, by myśleć o wstąpieniu do TOPR.
Spośród tych, co chcą zostać ratownikami, rzeczywiście składa przysięgę około 60 procent. A z tej liczby tylko część poświęca się aktywnej górskiej działalności.
W tym roku w Dniu Ratownika – który odbędzie się 25 października w schronisku w Morskim Oku – trzej kolejni ratownicy-kandydaci złożą na ręce naczelnika przysięgę, że pójdą w góry na każde jego wezwanie, bez względu na pogodę i na porę dnia.
Halina Kraczyńska
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/10/14

