Zakopane — portal z-ne.pl

Tatry to trudny językowy test dla turystów z zagranicy

05.11.2008

Tatry to trudny językowy test dla turystów z zagranicy

Dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego twierdzi, że język gór jest uniwersalny i zrozumiały dla wszystkich, ale rozważa umieszczenie tablic informacyjnych również w wersji angielskiej przy wejściach do TPN. Średnio w roku Tatry odwiedza około 3 mln turystów i jest wśród nich coraz więcej obcokrajowców. Nasze góry coraz bardziej podobają się Słowakom, Węgrom, Anglikom, Irlandczykom. Większość ogranicza się do tatrzańskich dolinek, ale są tacy, którzy próbują zdobywać niektóre z zaliczanych do trudnych szczytów, np. Orlą Perć.

Łatwego życia obcokrajowcy w naszych górach nie mają. Nie tylko przy szlakach brakuje informacji w języku angielskim, np. o zagrożeniu lawinowym, ale także danych ze strony TPN, czy TOPR, na temat warunków, jakie panują na szlakach. Nie ma też informacji o utrudnieniach, aurze, nagłych zjawiskach czy załamaniu pogody – wszystkie są tylko w języku polskim. Dla przykładu Słowacy podają je w kilku językach, m.in. w polskim.

– Nie ma też żadnych przewodników po Tatrach w języku angielskim – ubolewa Marcin Kacperek, przewodnik górski, narciarski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Przewodników Wysokogórskich. Przyznaje, że i z informacją w języku angielskim w samym parku jest problem, choć – jak mówi – sam jest zwolennikiem takiego poglądu, że w górach najlepiej patrzeć pod nogi.

Adam Marasek, ratownik TOPR, uważa, że informacje w języku angielskim mogłyby być w TPN, bo wydaje się, że obcokrajowcy jednak mają mniej informacji niż polscy turyści, ale – jak dodaje – z całą pewnością nie to było przyczyną tych trzech ostatnich wypadków śmiertelnych, gdy zginęli obcokrajowcy.

– Te tragedie wynikały tylko i wyłącznie z braku wyobraźni turystów, a nie z braku informacji w języku angielskim – zaznacza Marasek. Radzi, że gdy ktoś ma za mało informacji, to trzeba się po prostu dopytać, np. w schronisku, a w nich znają język angielski. Przypomina sobie, że gdy jest w Alpach, to tam też nie ma napisów po polsku, trzeba o wszystko pytać. Informacje, jakie będą warunki w Tatrach, łatwo znaleźć w Internecie, i to w najróżniejszych językach.

Zdaniem Pawła Skawińskiego, dyr. TPN, obcokrajowiec dostaje te same informacje co Polak. – Nigdzie, nawet po polsku, nie piszemy, czy teren jest łatwy czy trudny. Moim zdaniem nie trzeba pisać, że góry są przepaściste, bo to już jest łopatologia, a takiej, myślę, w Tatrach nie potrzeba – podkreśla Skawiński.

Jest przekonany, że nikt nie wybiera się przypadkowo na Zawrat w listopadzie. – Jeżeli cudzoziemiec idzie w Tatry, to czy trudno mu się dowiedzieć, czym grozi wyprawa wysokie partie gór? – mówi dyrektor Skawiński.

Podkreśla, że jeżeli ktoś decyduje się na coś tak ryzykownego, jak wejście w listopadzie na Zawrat, czyli na oblodzoną, zaśnieżoną skałę, to zawsze robi to na własną odpowiedzialność. I nie jest ważne, czy jest to Polak, czy też nie.

Halina Kraczyńska

Za dużo tablic

Piotr Konopka, przewodnik z międzynarodową licencją, twierdzi, że w porównaniu z innymi górami Tatry są jak park miejski, gdzie na każdym kroku są informacje, co półtora metra pasek farby, oznakowania różnego typu. – To jest kuriozum, w dodatku muzealne, bo pozostałe po komunie – śmieje się Konopka. Dodaje, że u nas jest za dużo ułatwień dla turysty i te oznaczenia są absurdalne. Jest to broń obosieczna. – Turysta na szlaku do Pięciu Stawów ma tyle samo znaków, co na niebezpieczny Zawrat, a to bywa zgubne – zauważa Konopka.

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/11/05