Zakopane — portal z-ne.pl

Ratownicy i ich psy ćwiczyli w Tatrach

26.03.2009

Ratownicy i ich psy ćwiczyli w Tatrach

Imprezę zorganizowano w związku z obchodami setnej rocznicy powołania Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Jak podkreślali uczestnicy – była to nie tylko rywalizacja, ale świetny trening i szkolenie przed ewentualną akcją na lawinisku.

Niestety, organizatorom szyki pokrzyżowała nieco zima – śniegu na Hali Gąsienicowej było bowiem tak dużo, że trasę zawodów trzeba było ograniczyć. Przed ratownikami i ich psami lawinowymi postawiono wysoką poprzeczkę. – Na trasie rozgrywane były trzy konkurencje – wyjaśnia Jan Krzysztof, naczelnik TOPR. – Na pierwszym polu pies szukał zasypanego pozoranta, ukrytego pod śniegiem. Potem ratownik prowadził poszukiwania przy pomocy detektora lawinowego i na koniec jeszcze sprawdzana była wiedza i umiejętność z zakresu pomocy medycznej.

Toprowcy podkreślają, że trudno przy tego rodzaju zawodach mówić o rekordach i najlepszych czasach. Każda, nawet pozorowana akcja ratunkowa jest po prostu niepowtarzalna.

– Podczas poprzednich ćwiczeń mój pies znalazł pozoranta po 3,5 minuty – mówi Jerzy Maciata, ratownik TOPR. – I to jest dobry wynik. Dla psa zresztą szukanie człowieka pod śniegiem to zabawa, tak się go właśnie szkoli. Nagrodą dla niego jest to, że udaje mu się znaleźć schowanego pozoranta.

Polscy zawodnicy podkreślają, że nie było różnic między nimi a pozostałymi ekipami ani pod względem wyszkolenia psów lawinowych, ani w przypadku wyposażenia pracujących na lawinisku. Służby ratunkowe w całej Europie posługują się tymi samymi standardami. – Nie mamy się czego wstydzić – mówią toprowcy.

Przemysław Bolechowski

Pies lepszy niż detektor

Na świecie przyjmuje się, że zasypanego śniegiem człowieka powinno się odkopać w ciągu kwadransa. Jest to tzw. „kwadrans życia”.

Po takim czasie zasypany ma jeszcze szanse na przeżycie. W miarę upływu czasu szanse te jednak maleją. Stąd tak duże znaczenie mają psy lawinowe, które znacznie skracają czas poszukiwania.

– Służby ratunkowe są wobec lawin w trudnej sytuacji, bo mają bardzo mało czasu – mówi naczelnik TOPR Jan Krzysztof. – Nim dotrze do nas informacja, a my dostaniemy się na lawinisko, już jesteśmy spóźnieni. Stąd największe szanse na wykopanie ma zawsze partner osoby zasypanej, o ile oczywiście jest odpowiednio wyposażony i wyszkolony.

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/03/26