Zakopane — portal z-ne.pl

Piorunochron dla Giewontu?

14.05.2009

Piorunochron dla Giewontu?

– Na kilometr kwadratowy południowej części Polski przypadają średnio tylko 3 uderzenia pioruna w ciągu roku – wyjaśnia Marek Szczerbiński z katedry elektrotechniki w krakowskiej AGH, ekspert od piorunów. – Krzyż na Giewoncie zaś przyjmuje aż kilkaset wyładowań rocznie!

Jak dodaje Paweł Skawiński, dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego, w rejonie krzyża jest tak niebezpiecznie, że jeszcze nie słychać burzy, ani nie widać piorunów, a już powietrze tam jest naelektryzowane, że włosy stają na głowie. I to nie w przenośni!

Chyba tylko dlatego, że szczyt cieszy się złą sławą, jeśli chodzi o ściąganie piorunów, nigdy nie doszło tam do wielkiej tragedii i – jak się okazuje, nie było tam nawet wielu porażeń. Naukowcy z AGH podczas opracowywania ekspertyzy na temat stanu krzyża, rozważali możliwość zamontowania na kopule odgromników. Jednak okazało się, że byłyby one mało skuteczne.

– Ze względu na skały takie urządzenia nie działałyby – wyjaśnia dr Szczerbiński. Co prawda, jak twierdzą naukowcy, możnaby odgromienie doprowadzić do położonej niżej przełączki, ale to tylko obniżyłoby zagrożenie, a nie wyeliminowało go. – Taki piorunochron tylko by zdezorientował turystów, którzy uznaliby, że skoro on jest, to znaczy, że na szczycie jest już bezpiecznie – tłumaczy Szczerbiński.

Paradoksalnie więc, piorunochron mógłby zwiększyć liczbę porażonych. Dlatego też lepiej, żeby urządzenia nie było, a turyści nie przebywali w czasie burzy pod krzyżem.

Halina Kraczyńska

100 lat burz

W ciągu 100 lat istnienia krzyża na Giewoncie tylko 9 osób rażonych zostało piorunem, w tym 5 śmiertelnie. Nie jest to zbyt wiele, zważywszy na tłum turystów i ilość burz. Od pewnego czasu liczba porażonych zwiększyła się, ale nieznacznie. Pierwszą odnotowaną ofiarą pioruna był sprzedawca ciastek, który w 1937 roku chodził po szczycie z tacą i częstował turystów.

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/05/14