Zakopane — portal z-ne.pl

Pierwsza pomoc w górach

04.07.2009

Rozsądek to nieodłączny towarzysz każdej osoby, która wybiera się w Tatry. Idąc w góry w okresie letnim, trzeba pamiętać, że to czas gdy wyjątkowo często zdarzają się burze. Przebywanie na dużej wysokości, gdy nad nami szaleje burza, zawsze wiąże się z ogromnym ryzykiem. Podstawowa rada to – wychodzić w Tatry maksymalnie wcześnie. Wtedy mamy spore szanse, że unikniemy konfrontacji z burzą.

– Kiedyś wychodziło się w góry wcześnie rano – wspomina Paweł Skawiński, dyrektor TPN. – Teraz niejednokrotnie widzę, jak młodzi ludzie ruszają na szlak koło południa. To błąd. Pomijając inne kwestie, warto pamiętać, że jeśli wcześnie wyjdziemy na szlak, to i w miarę szybko wrócimy. A burze przeważnie zdarzają się po południu. Jeśli więc żywioł zaatakuje, gdy nie będziemy jeszcze na grani, a już w dolinie, mamy spore szanse, że nic nam się nie stanie.

Przed wyjściem w góry powinno się sprawdzić prognozy pogody i jeśli synoptycy zapowiadają burze, swoją trasę ograniczyć do niższych partii Tatr. Jeśli już burza nas złapie w górach, natychmiast zejdźmy w dół i nie zbliżajmy się do górskich potoków i cieków wodnych. – Jeśli już zejdziemy z grani na czas burzy, usiądźmy na plecaku, tak aby odizolować się od terenu – dodaje Adam Marasek, ratownik TOPR. – Starajmy się tak usiąść na nim, aby nie mieć bezpośredniego kontaktu z ziemią. I nie pod drzewem. Jeśli jesteśmy w grupie, nie siadajmy razem w jednym miejscu, ale rozproszmy się.

A jak się zachować, gdy jesteśmy świadkami porażenia przez piorun? – Najczęściej dochodzi do utraty przytomności osoby porażonej. Musimy więc sprawdzić jej czynności życiowe – tłumaczy Sylweriusz Kosiński, lekarz TOPR. – W razie potrzeby rozpocząć zabiegi reanimacyjne i wezwać natychmiast pomoc. Jeśli osoba porażona przez piorun jest przytomna, to wtedy należy ją pozostawić w spokoju i czekać na przybycie ratowników TOPR.

Zawsze też warto zachować podczas burzy zimną krew, mimo że jak podkreślają osoby, które przeżyły burzę w górach, nie jest to wcale proste. – To prawdziwy horror – opowiada Tadeusz Wilczyński, turysta z Krakowa. – Dookoła błyskawice i ogromny huk. Człowiek wpada w panikę i trudno wtedy myśleć racjonalnie. Pamiętam, że instynktownie uciekałem w dół szlakiem, aby uniknąć najgorszego.

Najwięcej wyładowań burzowych zdarza się w rejonie Giewontu, a także w rejonie Świnicy.

Przemysław Bolechowski

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/07/04