W Tatrach już tylko wrzątek nic nie kosztuje
09.07.2009
Jeszcze do niedawna wypad rodziny w Tatry nie był dla jej budżetu żadnym obciążeniem. Teraz najwyższe polskie góry stały się drogą imprezą, a turyści zaczynają liczyć w portfelach każdą złotówkę. Nawet bardzo skromny wypad w Tatry, bez żadnych dodatkowych atrakcji, typu: przejazd kolejką linową, dorożką, czy wypożyczenie rowerów lub uprzęży, albo wynajęcie przewodnika – to dla czteroosobowej rodziny porządny wydatek. Dojazd, bilet wstępu, do tego woda, obiad. Trzeba się liczyć z kwotą ok. 100 zł za jedną wycieczkę.
– Ostatnio byłam w górach dwa lata temu. Wczoraj zawitałam do Murowańca i oczy mi dosłownie wyszły z orbit! – mówi Halina Tarnowska, turystka z Wałbrzycha. – Patrzę na jadłospis, a tam tylko na herbatę z cytryną mnie stać! No, może jeszcze na krupnik. A pamiętam czasy, gdy człowiek w schronisku na wiele mógł sobie pozwolić. I tak było przecież przez lata. Zapewniam, że to nie ja zbiedniałam!
Niestety, obecnie w jadłospisach tatrzańskich schronisk turysta znajdzie niewiele dań obiadowych, które kosztują poniżej 10 złotych.
– Jedynie wrzątek, według dawnej tradycji, pozostał w schroniskach bezpłatny, choć, jak słyszałam, i tu nie wszystkie schroniska tej tradycji przestrzegają – dodaje pani Halina. – Za resztę trzeba niestety słono zapłacić.
Anna Gawlak z najwyżej położonej w Polsce restauracji na Kasprowym Wierchu przyznaje, że w ich lokalu żywność zdrożała od początku roku o około 30 proc.
– Jest to związane z tym, że zdrożał między innymi dowóz żywności, ale i samo jedzenie, tak zresztą jak i na dole – tłumaczy pani Anna. – Jednak nie tylko u nas zdrożało. Z tego co wiem, we wszystkich schroniskach mniej więcej o 30 procent podskoczyły ceny żywności. Zasobni turyści na Kasprowym mogą zamówić obiad za 70 zł (od osoby). – Obiad dla biedniejszych? Myślę, że już za 40 złotych zjedzą! – informuje tamtejsza obsługa. Do tego herbata za 7 złotych lub piwo za 10 zł. W schroniskach aż tyle nie zapłacimy, ale i tu trzeba liczyć się z tym, że za schabowy np. w Morskim Oku wydamy ok. 30 zł, za herbatę – 4, za kawę – 6. A za słynną szarlotkę – 5 zł.
– Ostatnio nasze schronisko nie wprowadziło żadnej podwyżki cen żywności w restauracji – twierdzi Zofia Musioł, przedstawicielka ajenta schroniska. – I mogę zapewnić turystów, że jeśli tylko nie dojdzie do jakiegoś gwałtownego krachu, to nie przewidujemy żadnego wzrostu cen.
Niestety, nie tylko na jedzenie wykosztujemy się w schroniskach. Sporo też zapłacimy za dojazd. Najwięcej, oczywiście, kosztuje kurs na Palenicę Białczańską (początek szlaku m.in. do Morskiego Oka czy Pięciu Stawów).
– Za osobę, w jedną stronę, trzeba zapłacić w busie 8 złotych, zresztą tyle samo ile za bilet w autobusie – tłumaczy busiarz pod barem Fis, skąd odjeżdżają turyści do Morskiego Oka. – Owszem, za parking zapłaci się mniej, bo 20 złotych, ale trzeba się liczyć w sezonie z korkami, zapchanym parkingiem. Nieraz ludzie muszą zostawiać samochody już na Wierchu Poroniec i stamtąd dochodzić do Palenicy. Trzeba więc wybrać: albo zapłacisz, albo się nachodzisz!
Jakby tych wydatków było mało, daninę – choć nie tak bardzo wysoką (ale przy 4-osobowej rodzinie się uzbiera!) – trzeba też oddać Tatrzańskiemu Parkowi Narodowemu. Bilet normalny wstępu na jeden dzień do TPN to koszt 4 zł i 40 gr. Dla studentów i uczniów obowiązują bilety ulgowe, kosztują 2,20 zł. 4-osobowa rodzina zapłaci więc ponad 13 zł. Jeśli chcemy nieco zaoszczędzić, jedyne co nas ratuje, to wykupienie biletu tygodniowego. Wtedy zamiast 30 zł i 80 gr, za cały okres łącznie zapłacimy 18 zł.
– Cóż, trzeba będzie wybierać tanie dolinki, na przykład Strążyską – mówią turyści.
Halina Kraczyńska, Przemysław Bolechowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/07/09

