W Tatry wraca dzikość. Są też nierozważni turyści
17.07.2009
Czy nadal zdarzają się turystki, czy może panie, które na tatrzańskie szlaki wybierają się w szpilkach?
Z roku na rok widzę coraz mniej tak nieprzygotowanych do wyjścia w Tatry ludzi. Czasami żartuję, że skoro są parki narodowe w Polsce, które zabraniają chodzenia z kijkami, bo niszczy to szlaki, to my powinniśmy zabronić chodzenia w szpilkach. Ale mówiąc poważnie, trzeba po prostu apelować do ludzi i tłumaczyć, jak powinni ubierać się na wyjście w góry.
Niedawno miało miejsce porażenie piorunem turystki z Torunia. Państwo byliście niedaleko od miejsca zdarzenia.
Tak, byliśmy w rejonie Giewontu, aby zobaczyć, jak przebiegają prace przy remoncie krzyża. I sytuacja była niespotykana. Nie było burzy, nie padał nawet deszcz. Niespodziewanie raz jedyny uderzył piorun i fatalnie trafił w kobietę. Ten wypadek pokazuje, że w Tatrach wszystko jest możliwe. Bez względu na pogodę trzeba zachowywać szczególną ostrożność.
O czym więc powinni pamiętać turyści, jeśli chodzi o wyposażenie?
Oczywiście odpowiednie buty i odzież, ale i plecak. Wiele osób w ręku niesie np. butelkę z wodą mineralną czy jakiś prowiant. Potem np. w rejonie szlaku na Giewont, gdzie zaczynają się łańcuchy, to leży mnóstwo takich butelek. Turysta widząc, że musi mieć ręce wolne, to, co niesie ze sobą, zostawia lub wyrzuca. Warto więc zawsze mieć przy sobie choćby niewielki plecak. Nie chlebak, nie reklamówkę, a właśnie plecak.
A jak jest z przyrodą tatrzańską, porównując lata poprzednie z obecnymi? Jest gorzej czy lepiej?
Mamy tu zdecydowaną poprawę. Przecież po wojnie wypasano w Tatrach bardzo dużo owiec na terenie TPN. Dużo powierzchni było odkrytych i nieleśnych. A teraz zwiększa się nam ilość lasu i kosodrzewiny. Dzikość więc w Tatry wraca. Oczywiście turystów jest coraz więcej. Ale park robi wszystko, aby byli oni jedynie na 270 kilometrach szlaków. Poza nimi niepodzielnie króluje dzika przyroda i zwierzęta.
A ograniczanie liczby turystów wchodzących w Tatry?
Proszę pamiętać, że obowiązuje przecież zarządzenie dyrektora parku, że od zmierzchu do świtu po Tatrach chodzić nie można. Chcemy zostawić zwierzynie jakiś oddech, żeby przez tych kilka godzin mogła spokojnie egzystować. Turyści nie zdają sobie sprawy, że często bardzo blisko szlaku znajduje się niedźwiedź. Pamiętajmy, że jeśli wyrzucamy w Tatrach żywność, to jest ona dla zwierząt jest jak narkotyk. Uczą się, że można znaleźć coś dobrego w rejonie szlaku i tam wracają. Gdy bywam w rejonie doliny Kościeliskiej, widziałem, jak ludzie dokarmiali lisy. A potem doszło do sytuacji, że lis wyrwał nauczycielce torbę z dokumentami i uciekł do lasu, bo szukał jedzenia.
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/07/17

