Zakopane — portal z-ne.pl

Obrońcy zwierząt mówią, że konie pracują za ciężko

27.07.2009

Obrońcy zwierząt mówią, że konie pracują za ciężko

Jednak już teraz obrońcy zwierząt alarmują, że konie wożące turystów do Morskiego Oka pracują ponad siły. Postulują wprowadzenie ograniczeń w wykorzystywaniu ich w transporcie turystów w ten zakątek Tatr. Fiakrzy z kolei zapewniają, że dbają o swoje zwierzęta. Argumentują, że nagłe zachorowania i zgony zdarzają się także wśród ludzi.

Wydarzenia, jakie rozegrały się w 14 lipca na parkingu na Włosienicy, odbiły się szerokim echem w całej Polsce. Jeden z dwóch koni zaprzężonych do góralskiego fasiągu z ludźmi po dotarciu na miejsce zdechł. Jako że pogoda była upalna, a trasa do łatwych nie należy, pojawiło się podejrzenie, że koń mógł umrzeć z wycieńczenia.

Jeden z turystów całe zdarzenie nakręcił telefonem komórkowym i ostatnio umieścił w internecie.

– Ten koń był cały zlany potem, miał drgawki i pomarszczoną skórę – opowiada nam pragnący zachować anonimowość autor filmu.

– Mieliśmy wrażenie, że padł z wycieńczenia. Nie wydaje mi się żeby woźnica, który powoził fasiągiem, nie zauważył na trasie, że coś złego dzieje się z jednym z koni.

Nie uda się ustalić przyczyn śmierci konia, bo zwierzę zostało już zutylizowane. Pod Tatrami jednak wybuchła dyskusja czy konie wożące na Włosienicy nie pracują zbyt ciężko.

– To nie są normalne warunki pracy dla zwierząt. To jest mordęga – nie ma wątpliwości Beata Czerska z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Zakopanem. – One są przeciążane tą pracą! Wiem od ludzi, że widok tych zmaltretowanych zwierząt pozostawia tak niezatarte wrażenia u turystów, że potem nie pamiętają uroków Morskiego Oka, a jedynie mękę tych biednych koni. I to ma być atrakcja turystyczna?

Fiakrzy z Morskiego Oka nie kryją swojego wzburzenia na takie stawianie sprawy i mówią, że jest zupełnie inaczej.

– Koń, jak człowiek, ma swoje zdrowie – tłumaczy nam jeden z góralskich woźniców. – Można go zajechać i w siodle jak się nie ma rozumu. Zdarzy się, że koń zdechnie, tak jak i człowiekowi zdarza się, że umrze. I nie ma tu kogo winić.

Fiakrzy podkreślają, że dawniej wozami wożono więcej osób, a przed laty trasa rozpoczynała się już w Zakopanem. Wszyscy jak jeden mąż podkreślają, że dla górala koń to nie przedmiot, a osoba – po prostu jeden z domowników. Każdy o konie dba.

Z kolei Tatrzański Park Narodowy zapewnia, że całą sprawę zbadał i nie dopatrzył się wykroczenia ze strony fiakrów.

– Nie mamy sygnału, że wozem podróżowało więcej osób niż jest dozwolone –mówi Paweł Skawiński, dyrektor parku. – To nie jest łatwa do rozstrzygnięcia sprawa. Koń może zdechnąć z różnych powodów. Organizm, czy to ludzki czy zwierzęcy, czasami w górach po prostu zawodzi.

Przemysław Bolechowski

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/07/27